Facebook

Beata Leszczyńska – matka-dziennikarka – dwie misje i dwie role – jak je łączy?

By on sie 15, 2014 in Inspiracje, Wywiady | 0 comments

Beata Leszczyńska – spełniona mama 14 miesięcznej Laury, partnerka, doktorantka językoznawstwa, dziennikarka. W rozmowie o tym skąd czerpie tyle energii do działania i jak macierzyństwo zmieniło jej pojmowanie świata?   Źródło: Archiwum prywatne Beaty Leszczyńskiej Sandra: Zakończyłaś pracę w korporacji i zaczęłaś pracę na własny rachunek. Co było Twoim motorem napędowym do tej zmiany? Beata: Jak wszystkie większe zmiany w moim życiu, ta również była raczej wynikiem wielu niezależnych ode mnie spraw niż precyzyjnie osnutych planów. W trakcie urlopu macierzyńskiego wygasła umowa, którą zawarłam z pracodawcą. Tak zakończył się pewien etap w mojej karierze zawodowej. Miałam wówczas siedmioletnie doświadczenie, które zdobyłam pracując w redakcjach magazynów kolorowych i portali. Co mogłam więc robić, jako matka-dziennikarka? Najprościej byłoby pisać dalej… To umiem, lubię, nie chce w tym zakresie zmian. Tyle wiedziałam. Czułam też, że pora zrobić krok na przód i nie wracać do starych, zdeptanych kapci. Praca w korporacji na tym etapie życia nie wchodziła już w grę. Nie byłam gotowa na całodniową rozłąkę z dzidziusiem. A jednocześnie byłam już kimś innym – kimś, kto uwolnił się od myślenia w stylu: muszę, szybciej, szybciej…. Itd. Czułam, że chcę być mamą, która nie wychodzi w pośpiechu do pracy i wraca tuż przed wieczorną kąpielą maluszka. Postanowiłam przede wszystkim odwrócić proporcje. Jednak lubię rozwijać się zawodowo, realizować swoje wizje. Lubię tę część siebie, która zmierza się z kreatywną materią. Praca daje mi przestrzeń, pozwala na intelektualne odskocznie od spraw codziennych. Postanowiłam więc, że muszę tak zorganizować swoje życie, by łączyć w nim opiekę nad Laurą i działania zawodowe. Dwie misje, dwie role, które wyznaczają nie tylko rytm mojego dnia, ale zasadniczo wpływają na moje samopoczucie i postrzeganie samej siebie. Obie chciałam realizować z przyjemnością i płynnością. Dlatego obie zasługują na należne im czas, uwagę, skoncentrowanie. Nie twierdzę, że mamy, które posyłają półroczne niemowlaki do żłobka, nie koncentrują na nich swojej uwagi… Być może w ich odczuciu tak jest. W moim nie było, nie w tym momencie życia. Wciąż napawałam się matkowaniem, kolejnymi etapami rozwoju córeczki. Świadomość, że ona nigdy już nie będzie taka mała, sprawiła, że zrezygnowanie z doświadczania tej maleńkości we dwie, nie wchodziło w grę. Sandra: Jak godzić rolę matki małego dziecka z rolą spełnionej zawodowo kobiety? Jak dbać o siebie, swoje pasje, marzenia, kiedy ma się u boku małe dziecko, które wymaga bardzo dużo naszej uwagi? Czy patrzałaś kiedyś na macierzyństwo przez pryzmat utraty czegoś (szans, planów)? Beata: Każda czynność sprzed ciąży, dziś wygląda nieco inaczej. Wszystko robię szybciej, rezygnuję z detali – jak zakładanie biżuterii na co dzień. Nie dlatego, że nie mam czasu założyć bransoletkę czy kolczyki po prostu nie jest to już dla mnie tak istotne. Przestałam tak bardzo skupiać się na drobiazgach, co nie znaczy, że nie dbam o siebie. Stałam się bardziej praktyczna i minimalistyczna. Wcześniej dużo czasu poświęcałam na wyszukiwanie torebek, butów czy innych elementów garderoby. Kompletowałam stroje do pracy czy na wyjścia ze znajomymi. Teraz stawiam na prostotę – jak wyglądać dobrze mając dziesięć rzeczy, które można łączyć w różne kombinacje. Tym samym mam mniej prania, większy porządek w szafie, mniej wydaję. To jakoś samo przyszło wraz z oddaniem części szafy mojej córce. Cieszą mnie chyba teraz bardziej zakupy dla niej niż dla siebie. Nie czuję, że coś tracę, nie straciłam też nic z samej siebie. Przeciwnie, zyskałam. Większą świadomość, lepszą organizację czasu, nowe, silne elementy własnej osobowości. Z nastolatki, która kocha świecidełka, stałam się mamą, która kocha w sobie siłę. A wygląd zewnętrzny jest teraz dla mnie dodatkiem do mojej osobowości. Wydaje mi się, że właśnie ten rozwój wewnętrzny pozwolił mi na złapanie luzu i dystansu do tego, jak wyglądam. Nie muszę być „zrobiona” od stóp do głów. Na luzie, z lekkim makijażem też czuje się fajnie.   Sandra: Skąd czerpiesz energię do działania? Pewnie mało sypiasz? 😉 Beata: Sypiam mniej niż w ciąży czy przed ciążą. Jednak kiedy mam już braki w tym temacie, po prostu śpię do oporu, a mój partner zajmuje się wówczas dzieckiem. Kocham się dobrze wyspać, to jedna z lepszych przyjemności. Energię czerpię z pracy, działania. Wykonane zadania, kolejne napisane teksty, sprawiają, że chcę więcej. Poza tym w momentach wyczerpania mam kilka sprawdzonych sposobów. Na zmęczoną od natłoku myśli głowę, najlepsze są spacery nad morzem, czy w inne, nastrojowe miejsca. Czasem fajnie jest po prostu usiąść przy kawce i poobserwować ulicę, innych ludzi, którzy przecież mają swoje własne, intymne reakcje na codzienność. Patrzę na inne mamy, jak odnoszą się do swoich dzieci, jak i o czym do nich mówią. Obserwuję też dzieci… każde jest inne, ciekawe. Pozostałe energetyki, jakie stosuje są równie proste, jak: dobre jedzenie, film, książka, kąpiel, zabiegi pielęgnacyjne, przytulanie najbliższych, herbata z melisą, joga. W moim przypadku wyciszenie jest najlepszą odpowiedzią na zmęczenie. Raczej nie potrzebuję pobudzaczy, najlepszy (Laurę) mam zawsze przy sobie. Uwielbiam też spać z moją córką. Taka drzemka w ciągu dnia, razem z nią, to prawdziwy luksus, ale czasem pozwalam sobie na to.   Sandra: Jak organizujesz swój czas? Czy wszystko planujesz skrupulatnie czy działasz raczej spontanicznie? Beata: Zawsze lubiłam planować i zawsze byłam bardzo zorganizowana. Podobno takie osobowości gorzej sobie radzą z opieką nad małym dzieckiem, ponieważ trudno wtedy o działanie według planu. Zwykle jest przecież tak, że dostosowujemy się do rytmu dziecka, jego potrzeb związanych z odpoczynkiem, zabawą, jedzeniem, snem, nastrojami. Musiałam więc szybko sobie znaleźć nowy sposób organizacji. Obecnie nie planuje zadań zawodowych w wymiarze dni – jak to robiłam dawniej. Po prostu notuję wszystko, co powinnam wykonać i w wolnych chwilach realizuję kolejne punkty w kolejności, którą narzuca mi ilość czasu, pora dnia i forma. Mam rozkłady tygodniowe:...

Mama pełna pasji!

By on cze 5, 2014 in Inspiracje, Spontaniczne | 4 comments

Kobieta tuż przed porodem ma tzw. syndrom wicia gniazda. Przyszła mama przygotowuje miejsce na pojawienie się małej istotki.  Dawka adrenaliny, którą wytwarza jej organizm w związku ze stresem związanym z porodem, nową rolą która ją czeka i ogólnie myśleniem jak to będzie, powoduje, że ma tyle energii w sobie, mega poweru i mobilizacji, że sprzątnięcie całego mieszkania w jeden dzień to dla niej bułka z masłem. Chce by wszystko było gotowe… na czas… na już.     Do dziś pamiętam jak chciałam by wszystko było idealnie i czekało na pojawienie się malucha. Remont w maju, a i tak ciągle się wściekałam, że na pewno! nie zdążymy… Później nadszedł koniec maja, czerwiec, kilka dni po terminie nadal nic. Gadałam do brzucha: „Maluchu wiem, że Ci tam wygodnie, ale wychodź już, bo niedługo Twoja matka będzie jednym wielkim spuchniętym kłębem nerwów”. Skakałam więc jak oszalała na piłce – co ponoć miało przyspieszyć poród. I NIC. Chciałam by wszystko szło zgodnie z MOIM planem. Mały człowieczek już na tym etapie pokazał, że jest na tyle wolny, że sam decyduje kiedy wyjść na świat. Po urodzeniu też pokazuje nam czego chce i jakie są jego potrzeby.Później jak dorasta może lub nie – zachować w sobie naturalne poczucie wolności i niezależności. A ja chciałabym wychować niezależne dziecko, żeby miało w sobie mnóstwo odwagi do podboju świata… dżizys to trudne! Teraz jak on próbuje chodzić, zaciskam zęby, wstrzymuje oddech i z ulgą patrzę jak spada na 4 litery nie masakrując sobie buźki. Cienka jest granica między ostrożnością a nadopiekuńczością. Trzeba okiełznać emocje, by nie popłynąć zbyt mocno. A niezależność w dziecku pielęgnujemy już teraz, mimo, że ma kilka / kilkanaście miesięcy. I tak sobie myślę, że może lepiej poczucie nadmiernej opiekuńczości przelać w trochę inną stronę? Może zapewnić dziecku dobry przykład w postaci samej siebie? Zaopiekować się sobą, swoim życiem, pasjami, marzeniami. Co zrobię jak dorośniesz i pójdziesz w swoim kierunku? Nadal będę miała swoje pasje i swoje życie. Nie zostanę z niczym, żyjąc twoim życiem. W końcu JA to JA, a TY to TY. Mamy i żony, które poświęciły się dla domu i dzieci zapominając zupełnie o sobie – gdy się starzeją, analizują przeżyte chwile, stwierdzają, że coś im umknęło, że nie przeżyły tego życia tak jak na prawdę chciały, nie  zdążyły spełnić swoich marzeń, planów. Jedyny temat w towarzystwie to dzieci i ich sukcesy, bo o czym innym tu mówić? Dzieci chwalić trzeba, ale co z chwaleniem siebie? Mam problem z otrzymywaniem pochwał, a co dopiero chwalić samą siebie! To przecież nie wypada 😉 Mamo, nie rezygnuj z siebie dla dziecka. Pozostań sobą i nie zapominaj o swoich pasjach. Bo dziecko doskonale to wyczuje. To że poświęcisz całą siebie dla niego, nie sprawi wcale, że będzie szczęśliwsze, a wręcz przeciwnie. Spełniona mama to szczęśliwsze dziecko.  Ot tak, taka wieczorna refleksja… 😉 Miłej nocy! Sandra...

Mama u coacha

By on kwi 15, 2014 in Inspiracje | 0 comments

Czas macierzyństwa czy już czas w trakcie ciąży, to takie momenty w życiu kobiety, kiedy może, a czasami musi zwolnić tempo, zatrzymać się na chwilę, odetchnąć. Jest to również moment zmian, przyjrzenia się sobie, rozważań nad tym na czym najbardziej nam zależy. Świeżo upieczona mama dużo czasu spędza w domu, uczy się opieki nad dzieckiem, ma czas i przestrzeń na to by przyjrzeć się sobie, zobaczyć siebie w nowej roli. Do roli kobiety, żony, córki, pracownika, dochodzi rola mamy – i tu ważne by ta rola nie była jedyną rolą z którą się utożsamiamy. Bycie mamą, wcale nie oznacza rezygnacji z roli partnerki, kobiety, przyjaciółki, pracownika. Oczywiście mniej jest czasu, a czasem i chęci, żeby zadbać o siebie i swoje potrzeby, jednak taka droga prowadzi donikąd. Warto zastanowić się nad tym, co ja jako kobieta, partnerka lubię robić? Czego potrzebuję? Jakie są moje plany na przyszłość? Niektóre z tych rzeczy zapewne można robić z dzieckiem u boku, z niektórych trzeba na pewien czas zrezygnować, natomiast jeszcze inne spokojnie „da się zrobić” z pomocą innych – męża, koleżanki, babci, opiekunki. „Poświęcenie nie jest esencją macierzyństwa. Jest nią taniec pomiędzy potrzebami własnymi a potrzebami dziecka […] Pamiętaj, że macierzyństwo to nie negowanie siebie i poświęcanie na rzecz innej osoby wszystkiego, co istotne […] Macierzyństwa nie musisz budować na gruzach dotychczasowego życia, gdyż nigdy nie odnajdziesz w nim wszystkiego, czego potrzebujesz.”  N.K. Minge „Rodzicielstwo bliskości” Co będzie kiedy przyjdzie czas na powrót do pracy? Czy powierzyć dziecko w ręce niani, żłobka, babci? A może pozostać w domu i zacząć coś „swojego”? Pytań jest wiele, a kobieta czuje się coraz bardziej zagubiona. Czasem trapi ją również akceptacja swojego ciała, które nie jest już takie samo, jak przed okresem ciąży i porodu. I wtedy z pomocą przychodzi coach. Coach, według definicji International Coaching Community, to „osoba , która pomaga swojemu klientowi odkryć właściwą drogę do celu, używając do tego swoich umiejętności, doświadczenia życiowego, technik, narzędzi, jak również innych osób, z których klient może skorzystać. Praca coacha oparta jest na partnerskiej relacji i wzajemnym zaufaniu. Polega ona na obserwacji osoby pozostającej pod opieką w trakcie wykonywanej pracy, samoocenie, informacji zwrotnej i planowaniu nowych strategii postępowania”.  Postęp technologiczny wychodzi nam na przeciw. Obecnie jest wiele możliwości skorzystania z usług coacha, bez wychodzenia z domu – praca przez telefon, skype, a czasem nawet e-mail. Spokojnie mama, z dzieckiem na ręku, może korzystać z usług coacha, bez wychodzenia z domu. Dziecko może w tym czasie spać u Twego boku, bawić się, a nawet możesz je swobodnie karmić piersią. Maluszek potrafi być wiernym słuchaczem i towarzyszem takich rozmów! Coach pomoże Ci dokonać zmian, podjąć trudne decyzje, zmotywuje, a czasem oceni racjonalnie sytuację, pomoże wyjść z poporodowego „dołka”. Będąc mamą, nadal można być spełnioną kobietą i jeśli w którymś momencie, zaczęłaś w to wątpić to coaching (lub też terapia u boku psychoterapeuty, psychologa jeśli wolisz) jest dla Ciebie. Strony i trenerzy, których z całego serca polecam : http://pozacentrum.pl/(psychoterapia, coaching wg. Psychologii Zorientowanej na Proces) http://dorotabialy.com.pl/ http://rowinskabusinesscoaching.com/ (life&business coaching) http://boskie-cialo.pl/ (coaching w tematyce powrotu do formy sprzed ciąży) http://gestaltownia.pl/ (psychoterapia Gestalt, psycholog) http://www.prapelnia.pl (counselling i psychoterapia w konwencji Gestalt, coaching zawodowy i osobisty)      ...

Dorota Mastalska – matka-businesswoman – 10 Przykazań biznes mamy!

By on kwi 14, 2014 in Inspiracje, Wywiady | 0 comments

Dorota Mastalska – inspirująca kobieta, mama, twórczyni konferencji networkingowych Skrzydła Sukcesu, a także właścicielka organizacji Arena Biznesu. Podzieliła się z nami swoją wiedzą i doświadczeniem, w tym jak łączy rolę mamy, partnerki z prowadzeniem swojego biznesu. 10 Przykazań biznes mamy, które możesz zastosować jeśli jesteś lub chcesz być biznes mamą : 1. Zanim zaczniesz wychowywać dziecko, wychowaj swojego partnera. Ma Ci pomagać, wspierać Cię (powiedz mu co przez to rozumiesz i jak ma się zachowywać a jak nie) i od pierwszych chwil ma robić wszystko to co Ty przy dziecku (oczywiście poza karmieniem piersią). 2. Wprowadź do życia rytuały. Wszystko powinno mieć swój rytm i czas. Malutkie dziecko będzie czuło się bezpieczniej (a przez to będzie bardziej spokojne) gdy wszystko będzie przebiegało według tych samych zasad i w tych samych godzinach. Warto też mówić do dziecka od chwili narodzin, tłumacząc mu wszystko co z nim robisz i po co. Więcej na temat rytuałów i wielu innych ważnych rzeczy które warto robić przeczytasz książce Tracy Hogg „Język niemowląt” (moim zdaniem to lektura obowiązkowa dla wszystkich mam) 3. Zaangażuj kogo się da. Nie udawaj supermena i twardziela. Daj się wykazać partnerowi, babci, cioci, wujkowi, koleżankom, sąsiadkom i wszystkim innym którzy chcą CI pomóc. 4. Planuj zadania. Zamiast pozwolić aby pochłonął Cię całkowity chaos organizacyjne, spokojnie zaplanuj wszystkie zadania które masz do zrobienia. Wypisz je na kartce. Potem zastanów się które z tych zadań może wykonać za Ciebie ktoś inny. Wykonuj je potem spokojnie aż zrobisz wszystkie. 5. Skoncentruj się. Jeśli zajmujesz się dzieckiem, zajmuj się nim w 100%. Absolutnie unikaj siedzenia przy komputerze (lub co gorsze przed telewizorem) gdy dziecko pląta ci się pod nogami a ty je wciąż uciszasz zamiast się nim zająć. Jeśli się nim zajmujesz, zawsze wytłumacz, że teraz się bawicie a za chwilę mamusia będzie pracować. Ta zasada działa świetnie gdy w czasie zabawy faktycznie bawicie się na 100%. Ciężko to zrobić od razu gdy dzidziuś jest malutki ale gdy ma już 2,3 lat spokojnie można to wdrażać. Moja córeczka dostała kiedyś komputer zabawkę i gdy kończymy czas zabawy rozkładam jej komputer, kartki, stare pieczątki i Martynka pracuje razem ze mną. Gdy pracujesz, pracuj również na 100%. Nie zajmuj się w międzyczasie pierdołami typu sprawdzanie Facebooka, oglądanie czegoś na Allegro itp. Co masz zrobić, zrób jak najszybciej. 6. Usuń zapychacze. Czyli gdy jest coś do wykonania, to wykonaj to, zamiast się do tego zabierać w nieskończoność zapychając swój czas różnymi zbędnymi czynnościami. Gdy pracujesz przy komputerze, wyłącz wszystkie zbędne strony i programy i skup się tylko na tym co masz zrobić. 7. Współpracuj z sąsiadami. Mam to szczęście, że moi sąsiedzi są rewelacyjni i na dodatek mają dzieci w podobnym wieku. Urządzamy więc czasami takie wieczory dziecięce. Sąsiedzi podrzucają mi swoje dzieci a ja organizuję im jakieś atrakcje, typu malowanie pisanek, tańce czy cokolwiek innego. Trwa to około 3-4 godzin. W innym dniu moja córeczka idzie do jednych z sąsiadów i tam sobie imprezują z koleżankami. Dzięki temu raz na jakiś czas każdy z nas ma kilka godzin tylko dla siebie, a dziecko jest zachwycone zabawą. 8. Wdrażaj dziecko w biznes. Im szybciej zaczniesz to robić, tym lepiej. Na początku tłumacz dziecku co robisz i bawcie się w taką „pracę”. Potem opowiadaj o różnych zasadach biznesowych. Jest to tego idealne narzędzie, które stworzyli moim znajomi. Jest to gra Eurocash, która genialnie uczy zarządzania finansami, inwestowania, budowania dochodów pasywnych przez zabawę. Gra jest tak prosta, że już nawet kilkuletnie dzieci (z Twoją małą pomocą) mogą w nią grać. 9. Prace domowe wykonuj z dzieckiem. Absolutnie nie możesz dopuścić to tego, aby wyręczać dziecko w pracach domowych typu sprzątanie czy gotowanie. Na początku gdy dziecko jest malutkie warto zaopatrzyć się w chustę do noszenia noworodków i nosząc tak dziecko robić proste prace domowe. Gdy dziecko jest starsze niech wszystko robi z Tobą. Oczywiście Ty sama zrobić wszystko 100 razy szybciej ale chodzi o to, aby wyrobić w dziecku pozytywne nawyki. Gdy gotujesz, możesz pokroić warzywa a zadaniem malucha będzie wrzucenie ich do garnka. Gdy sprzątasz, zadaniem dziecka będzie wyrzucenie śmieci do kosza albo nałożenie ich na łopatkę. Takie prace domowe można też traktować jako świetną zabawę. 10.  Dbaj o siebie. Pamiętaj, że szczęśliwe dziecko to dziecko które ma szczęśliwą mamę. Także spaceruj, wypoczywaj i obowiązkowo spędzaj czasami choć kilka godzin w tygodniu sama ze sobą. Nie wspomnę tu już o takich oczywistych rzeczach jak makijaż, wymalowane paznokcie czy normalny strój nawet jak siedzisz cały dzień w domu. (Dresy zostaw sobie na siłownie.)...