Facebook

Lato w mieście – czyli kreatywne pomysły na czas z dzieckiem

By on lip 6, 2014 in Inspiracje, Wydarzenia | 3 comments

Nie trzeba wyjeżdżać by dobrze się bawić! Lato trwa i czas leci nieubłaganie – jak sprawić by urlop, weekend czy popołudnie z dzieckiem były spędzone kreatywnie i miło. Poniżej  moje propozycje – dwie już zrealizowana przez nas, a jedna jeszcze przed nami 😉   I. Malowanie rączkami:   1. Zakupy: farbki np. Jovi (w zastawie 5 kolorów) – ok. 12,50 zł brystol – ok. 4,50 zł Akcesoria do zabawy można kupić w sklepie plastycznym. Od 14.07  farbki będą także w Lidlu – cena 12,99zł 😉   2. Przygotowanie: I tu należy odpowiednio przygotować grunt – pozwijać dywany, pozbierać z zasięgu wzroku i łapek inne rzeczy, których szkoda by było pobrudzić, ściągnąć ciuszki z małego artysty, siebie też ubrać w coś „roboczego”. Rozłożyć papier na podłodze i malujemy… Albo druga opcja – piknikowe malowanie, czyli bierzemy kocyk i idziemy do parku! Jeszcze przyjemniej będzie się malowało wśród traw i drzew! :)))   3. Sprzątanie: Farba łatwo schodzi, spokojnie można ją zmyć z ciała, podłogi, ciuchów…   Oto efekt działań mojego małego artysty 😉     II. Malowanie twarzy:   1. Zakupy: farby do ciała i twarzy np. Bruynzeel (6 kolorów) – ok. 34 zł albo… kredki do malowania twarzy np. Koh-I-Noor (6kolorów) – ok. 26 zł Farbki i kredki są bezpieczne dla skóry, szybko się zmywają. 2. Przygotowanie: inwencja własna + dobry humor = mnóstwo frajdy Jeśli potrzebujecie inspiracji zachęcam do wejścia na stronę MalocaKids – w zakładce malowanie buziek filmy instruktażowe.   3.  Sprzątanie: Zmywamy z twarzy i po kłopocie 😉   III. Śniadanie w parku Piękna pogoda zachęca do jak najczęstszego wychodzenia z domu. A przecież posiłki też możemy jeść na świeżym powietrzu! Źródło: www.czasnawnetrze.pl    1. Zakupy: kosz piknikowy – ceny bardzo się różnią od kilkudziesięciu (bez wypełnienia) do nawet kilkuset złotych koc piknikowy – tu również ceny są różne (swego czasu były promocyjnie w Lidlu i Biedronce – może powrócą) jedzenie – czego dusza i ciało pragnie 😉 Oczywiście bez kosza i specjalnego koca spokojnie możemy się obejść!    2. Przygotowanie: Spakować wszystko, przygotować jedzenie i wyruszyć w zieleń! Do jedzenia polecam tarty, babeczki lub kotleciki np. jaglane.   Przepis na kotleciki jaglane: 2 szklanki ugotowanej wcześniej kaszy jaglanej 1 jajko 1/4 cebuli ząbek czosnku szczypiorek, pietruszka, bazylia lub coś innego „zielonego” odrobinę mąki kukurydzianej łyżka otrąb szczypta pieprzu, soli można dodać też inne składniki – marchewkę startą na tarce, groszek, kalafior – co kto lubi.   Cebulkę podsmażamy z czosnkiem na oleju. Pozostałe składniki mieszamy w misce, dodajemy podsmażoną cebulkę, formujemy małe placuszki i podsmażamy na oleju aż uzyskają rumiany kolor. Idealnie pasuje do tego sos jogurtowo-czosnkowy.   3.  Sprzątać nie trzeba 😉   Przystanek Śniadanie Jeśli jesteście ze Śląska, możecie skorzystać z fajnej okazji – co niedzielę w godz. 9-14, w Katowicach jest organizowany Przystanek Śniadanie . Zdrowa żywność, świeże pieczywo i aromatyczna kawa na świeżym powietrzu. Dodatkowo dla dzieci są organizowane ciekawe zajęcia. Dla dorosłych również – m.in. joga na trawie czy warsztaty ceramiczne. Wspaniała atmosfera, pyszna kawa i babeczki. Polecamy 😉        ...

Mama pełna pasji!

By on cze 5, 2014 in Inspiracje, Spontaniczne | 4 comments

Kobieta tuż przed porodem ma tzw. syndrom wicia gniazda. Przyszła mama przygotowuje miejsce na pojawienie się małej istotki.  Dawka adrenaliny, którą wytwarza jej organizm w związku ze stresem związanym z porodem, nową rolą która ją czeka i ogólnie myśleniem jak to będzie, powoduje, że ma tyle energii w sobie, mega poweru i mobilizacji, że sprzątnięcie całego mieszkania w jeden dzień to dla niej bułka z masłem. Chce by wszystko było gotowe… na czas… na już.     Do dziś pamiętam jak chciałam by wszystko było idealnie i czekało na pojawienie się malucha. Remont w maju, a i tak ciągle się wściekałam, że na pewno! nie zdążymy… Później nadszedł koniec maja, czerwiec, kilka dni po terminie nadal nic. Gadałam do brzucha: „Maluchu wiem, że Ci tam wygodnie, ale wychodź już, bo niedługo Twoja matka będzie jednym wielkim spuchniętym kłębem nerwów”. Skakałam więc jak oszalała na piłce – co ponoć miało przyspieszyć poród. I NIC. Chciałam by wszystko szło zgodnie z MOIM planem. Mały człowieczek już na tym etapie pokazał, że jest na tyle wolny, że sam decyduje kiedy wyjść na świat. Po urodzeniu też pokazuje nam czego chce i jakie są jego potrzeby.Później jak dorasta może lub nie – zachować w sobie naturalne poczucie wolności i niezależności. A ja chciałabym wychować niezależne dziecko, żeby miało w sobie mnóstwo odwagi do podboju świata… dżizys to trudne! Teraz jak on próbuje chodzić, zaciskam zęby, wstrzymuje oddech i z ulgą patrzę jak spada na 4 litery nie masakrując sobie buźki. Cienka jest granica między ostrożnością a nadopiekuńczością. Trzeba okiełznać emocje, by nie popłynąć zbyt mocno. A niezależność w dziecku pielęgnujemy już teraz, mimo, że ma kilka / kilkanaście miesięcy. I tak sobie myślę, że może lepiej poczucie nadmiernej opiekuńczości przelać w trochę inną stronę? Może zapewnić dziecku dobry przykład w postaci samej siebie? Zaopiekować się sobą, swoim życiem, pasjami, marzeniami. Co zrobię jak dorośniesz i pójdziesz w swoim kierunku? Nadal będę miała swoje pasje i swoje życie. Nie zostanę z niczym, żyjąc twoim życiem. W końcu JA to JA, a TY to TY. Mamy i żony, które poświęciły się dla domu i dzieci zapominając zupełnie o sobie – gdy się starzeją, analizują przeżyte chwile, stwierdzają, że coś im umknęło, że nie przeżyły tego życia tak jak na prawdę chciały, nie  zdążyły spełnić swoich marzeń, planów. Jedyny temat w towarzystwie to dzieci i ich sukcesy, bo o czym innym tu mówić? Dzieci chwalić trzeba, ale co z chwaleniem siebie? Mam problem z otrzymywaniem pochwał, a co dopiero chwalić samą siebie! To przecież nie wypada 😉 Mamo, nie rezygnuj z siebie dla dziecka. Pozostań sobą i nie zapominaj o swoich pasjach. Bo dziecko doskonale to wyczuje. To że poświęcisz całą siebie dla niego, nie sprawi wcale, że będzie szczęśliwsze, a wręcz przeciwnie. Spełniona mama to szczęśliwsze dziecko.  Ot tak, taka wieczorna refleksja… 😉 Miłej nocy! Sandra...