Facebook

Dorota Biały – matka -psychoterapeutka – o macierzyństwie, roli matki, rodzica, spełnionym życiu…

By on kwi 22, 2014 in Inspiracje, Wywiady | 0 comments

Share On GoogleShare On FacebookShare On Twitter


391317_239599602771359_1107040587_nDorota Biały – psychoterapeutka, coach psychologii zorientowanej na proces, spełniona mama dwóch synów, żona, inspirująca kobieta, publicystka, jej artykuły można czytać w „Zwierciadle” oraz na www.strefarodzicow.com . Przyjmuje w Ośrodku Poza Centrum w Warszawie oraz w Czarnym Lesie k. Grodziska Mazowieckiego, zajmuje się m.in. coachingiem rodzicielskim, pracowała z ofiarami przemocy w Centrum Praw Kobiet, a wcześniej jako wieloletni pracownik międzynarodowych korporacji– w rozmowie o macierzyństwie, roli matki, rodzica, spełnionym życiu oraz o tym co ją inspiruje.

Sandra: Czy bycie terapeutką pomaga czy przeszkadza w byciu mamą?

Dorota: Jeśli świadomie decydujemy się na bycie mamą, z pewnością nic nam w tym nie przeszkodzi. Żadna praca, żadne funkcje społeczne, kariera naukowa, relacje  czy też ich brak… Podobnie jak świadomy wybór roli, czy zawodu terapeutki nie jest przeszkodą w  innych rolach jakie pełnimy w życiu. Wprost przeciwnie obie role: matki i terapeutki mogą sobie pomagać, wzbogacać się, czy uzupełniać się wzajemnie. Zarówno bycie mamą czy bycie terapeutka to ciągły rozwój,  nieustająca podróż w stronę samoświadomości. A ta, jak wiadomo często bywa kluczem do rozumienia siebie, bliskich, świata, czy swojego dziecka, choć nie zawsze jest to takie oczywiste i nie zawsze łatwe. Każdemu z nas zdarzają się łatwiejsze i trudniejsze momenty w naszym rodzicielstwie..

Rola mamy to jedna z najważniejszych i najdłuższych ról w naszym życiu. Przestajesz być matką swojego dziecka, gdy przestajesz żyć. Choć i tak w jakimś sensie “zostajesz” w dziecku w postaci choćby tylko genów, ale też odziedziczonych, zinternalizowanych przez nie wzorców, którymi dziecko posługuje się nawet gdy Ciebie już nie ma. Dlatego warto myśleć o roli matki nie w kontekście swoich praw, czy trudności, ale w kontekście swojego wpływu na innych, tego co po sobie zostawimy, jaki świat w nim/ w niej zostanie po nas?A także w kontekście odpowiedzialności za to co każdego dnia rodzi się w nas w naszej relacji z dzieckiem.

Ale trzeba też pamiętać że nie jesteśmy tylko w tej jednej roli przez to całe nasze dłuuugie życie. Utknięcie w roli matki, utożsamianie się tylko, albo głównie z tą rolą od momentu w którym urodziło się dziecko może rodzić kłopoty, niepotrzebne napięcia. Jesteśmy też kobietami, kochankami, partnerkami, przyjaciółkami, dziećmi…, nie wspominając o innych zawodowych: prawniczka, lekarka, nauczycielka itd.. Jest tyle ról – szkoda byłoby korzystać tylko z jednej.

Sandra: Jaki według Ciebie to dobry rodzic?

Dorota: Każdy,  jeśli naprawdę, w bezwarunkowy sposób kocha dziecko. 

Sandra: Kobiety na początku swej macierzyńskiej drogi są zagubione – jaką miała byś dla nich radę?

Dorota: Szukać w sobie odpowiedzi…I w dziecku. Dać sobie czas, bo przecież matkami nie stajemy się od razu…, dojrzewamy do tej roli powoli, podobnie jak maluszek w naszym brzuchu.  Dbać o siebie, odpoczywać, prosić o pomoc, dać szansę partnerowi, ojcu by i on mógł jak najszybciej zbudować w sobie rolę taty. I otaczać się prawdziwie życzliwymi i wspierającymi ludźmi.

Sandra: Jak będąc na urlopie macierzyńskim, dbałaś o siebie, swój komfort psychiczny? Czy nie czułaś takiej potrzeby, w tym momencie liczyło się tylko dziecko?

Dorota: Przez pierwszy rok dziecko, matka, ojciec, a także ich nowa relacja potrzebują bardzo dużo uwagi i czasu. Dobrze jest być w tym czasie z dzieckiem tak często i długo jak to jest możliwe.

Macierzyństwo było moim wyborem, dlatego gdy pojawiło się dziecko, nasza rodzina była przygotowana do tego abym pierwszy rok mogła spędzić z dzieckiem. W międzyczasie  czyniłam starania by stworzyć sobie wolny zawód , tak abym mogła dzielić pracę zawodową z opieką nad dzieckiem i zamieniać się przy tym z mężem. Dlatego nie tylko pierwszy rok, ale i następne lata spędzaliśmy razem. Dzięki temu miałam komfort. Nasz pierwszy syn odwiedzał z nami naszych klientów, jeździł z nami na spotkania do redakcji „Zwierciadła”, gdzie nazywany był „Redaktorem”. Gdy już się nauczył stawiać pierwsze kroki chodził po długim korytarzu i zaglądał do pokoi redakcyjnych wzbudzając sympatię, radość i uśmiech na wielu twarzach. Pamiętam ludzi którzy cieszyli się na jego widok i czekali na niego wiedząc że Biali mają ich tego dnia odwiedzić ;). Starszy syn często pracował z nami, także w studio gdy robiliśmy zdjęcia, miał tam swój bezpieczny kącik blisko mamy.

Jak dbałam o siebie ? Bardzo dobrze sie odżywiałam, ćwiczyłam jogę, bardzo dużo spacerowałam z dzieckiem do pobliskiej stadniny koni. Zwolniłam, dostosowałam się do dziecka. I sprawiało mi to przyjemność. Pozwolenie sobie na to by było inaczej : „wolniej” mniej „efektywnie”, było wielkim wyzwaniem dla mnie. Ciągle się tego uczę. Muszę przyznać że dopiero  w ósmym miesiącu ciąży naprawdę zrozumiałam że moje życie nie będzie już nigdy tak szybkie jak wcześniej:)

Sandra: Jak z dzieckiem przy piersi podbijać świat?

Dorota: W miarę możliwości- nie bać się świata, pokazywać dziecku że świat może być przyjaznym miejscem. Tak po prostu – wychodzić w świat z dzieckiem. I nie zrażać się. Choć nie wszyscy ludzie akceptują obecność dziecka na spotkaniach biznesowych. I oczywiście ze względu na komfort i bezpieczeństwo dziecka nie wszędzie należy je ze sobą zabierać. Poza tym każde dziecko jest inne, są dzieci których wrażliwość lub temperament nie „pomaga” nam w pracy. I wtedy taką prace trzeba odłożyć, delegować na kogoś innego -albo wykonywać ją bez dziecka. Jednym słowem- słuchać dziecka.

Pierwszy syn w wieku 4 lat zaliczył razem z nami podróż po zachodnim wybrzeżu Australii. Podczas podróży mieliśmy cudowne, ale i trudne chwile, m.in gdy przekroczyliśmy granice strefy podzwrotnikowej miał b. wysoką gorączkę. O lekarzu, na pustej przez wiele godzin drodze, raczej nie było co marzyć. Ale gdy po kilku godzinach strachu dotarliśmy do wymarzonej zatoki w której pływały wymarzone przez niego delfiny zmobilizował chyba wszystkie swoje linie obrony i nazajutrz po gorączce nie było śladu. 

Z kolei nasz drugi syn gdy był malutki jeździł ze mną na  szkolenia i warsztaty Psychologii Zorientowanej na Proces. Zabierałam go ponieważ długo karmiłam go piersią i nie chciałam się z nim rozstawać. Gdy siedziałam na wykładach był niedaleko pod opieką kogoś zaufanego, czasem męża, a czasem opiekunki. Nic nie traciliśmy.

Jeszcze niedawno, 3-4 pokolenia wstecz, dzieci miały możliwość obserwowania swoich rodziców przy pracy i były z nimi długo, uczyły się nie od Pani w żłobku, ale najpierw od nich- od swoich rodziców. Uczyły się świata, pracy, obsługi klienta w rodzinnym sklepiku przy ladzie. Sama jako dziecko w latach 70-tych stałam za ladą Wiejskiego Klubu Rolnika sprzedając przygotowaną przeze mnie kawę, herbatę i ciastka przychodzącym tam klientom.

Ale też wraca do mnie często opowieść mojego męża o jego dziadku, który razem ze swoim bratem bliźniakiem, siedząc w drewnianym kojcu obserwował swojego ojca stolarza przy pracy. Oczywiście chłopcy chcieli wychodzić z kojca, dotknąć tych wszystkich ojcowskich narzędzi,  ale wyszli dopiero wtedy gdy byli gotowi. Gdy nauczyli się tak doskonale operować przytępionym kozikiem,  aż powycinali, wystrugali właściwie szczebelki kojca i kojec się po prostu pewnego dnia… rozpadł. Stało się tak bo chłopcy pilnie obserwowali swego ojca przy pracy. Wystrugali sobie wolność 😉

Sandra: Zawsze wiedziałaś jakiego życia pragniesz – co z kobietami, które tak na prawdę nie wiedzą jeszcze czego chcą i jaka jest ich droga?

Dorota: Przyjdzie czas a na pewno będą wiedziały ;).  Czasem długo dojrzewa się do ważnych decyzji i wcale nie dlatego że coś z nami jest nie tak, ale  dlatego że te kobiety mają dobre powody ku temu aby nie podejmować jeszcze decyzji. Czasem jest to trudna przeszłość, czasem trudne relacje, a czasem jedno i drugie. A czasem po prostu strach.

A czasem… inna równie ważna droga która czeka na nie gdzie indziej :). Główny patriarchalny nurt nie ułatwia kobietom łączenia pasji, kariery z rolą matki. Ale mimo wszystko warto próbować, warto szukać swojej ścieżki serca i na nią wkroczyć. Taka ścieżka nas karmi. Na ważne rzeczy w życiu warto czekać, ale też warto czynić starania, działać celowo, by nie osunąć się tylko w… czekanie.

W tym miejscu trzeba wspomnieć o zasadzie nie-działania : zasadzie Wu-wei.  Starożytni mędrcy taoistyczni często powoływali się na tę zasadę, która mówi że: „ nie-działanie nie oznacza bezczynności. Nie-działanie oznacza nie robienie niczego, co byłoby wbrew naturze. Oznacza także robienie rzeczy, które są zgodne z naturą, oraz pozwalanie innym „rzeczom”, aby istniały zgodnie z ich naturą. Nie-działanie jest robieniem tego, czego „chce tao”( z artykułu „Tao i Psychologia Procesu” Michał Duda z książki „Po drugiej stronie kłopotów” pod redakcja Bogny Szymkiewicz-Kowalskiej) .

Warto więc podejmować decyzje świadomie, wtedy wszystko zaczyna się układać i realizować …  prawie samo, bez wysiłku.

Sandra: Jaką książkę mogłabyś polecić mamom?

Dorota: Książki które bardzo mi pomagały i pomagają ciągle to: Faber Adele, Mazlish Elaine „ Jak mówić żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać żeby dzieci do nas mówiły” oraz Dawn Menken „Raising Parents, Raising Kids”.

Sandra: Co najbardziej chcesz przekazać swoim dzieciom?

Dorota: Ze żyjemy w cudownym miejscu – na Ziemi, w najlepszym z możliwych światów. I że potrzebujemy zatroszczyć się o Ziemię, o przyrodę, o zwierzęta i o nas samych. O życie po prostu… Ale to właściwie nie jest coś co my rodzice przekazujemy dzieciom, one to wiedzą… Wystarczy spojrzeć w jaki sposób zachwycają się światem ….  codziennie. I właściwie to one uczą nas tego, jeśli im tylko na to pozwolimy. Zaledwie dzisiaj 3 godziny temu gdy z młodszym synkiem pojechałam po starszego do naszej wiejskiej szkoły, młodszy zatrzymał się na trawniku na którym rosły szafirki. I za nic nie chciał się stamtąd ruszyć. Spieszyłam się.. bo jeszcze obiad.. i zakupy itd.. Ale przytrzymał mnie stanowczo , więc przysiadłam na krawężniku obok niego i przez kilka minut obserwowaliśmy trzy pszczoły które pracowicie fruwały od jednego szafirowego kwiatka  do kolejnego, zbierając pyłek. Zachwyciliśmy się po raz kolejny szafirowymi dzwoneczkami tej wiosny….:)

Sandra: Jak wygląda Twój dzień?

Dorota: Rano wstaję chwilę przed dziećmi, by wziąć prysznic przed nimi. Mąż jest już zwykle na nogach. Budzimy dzieci, wspólnie szykujemy śniadanie, jemy z dziećmi, potem jeśli to poniedziałek, wtorek lub piątek odwożę dzieci do szkoły, jadę do gabinetu w Czarnym Lesie k. Grodziska Maz, gdzie przyjmuję klientów do czasu zakończenia lekcji przez obu synów. Odbieram ich ze szkoły, jedziemy do domu, gotujemy obiad, wychodzimy na podwórko, bawimy się z psami, chodzimy na spacery, pracujemy wszyscy razem w ogrodzie, oboje z mężem pomagamy dzieciom odrabiać lekcje. Czasem gdzieś do kogoś wyjeżdżamy lub wychodzimy by pooddychac miejskim powietrzem i kultura: kino, zoo .. itd. Zdarza się że  mąż z synami pracuje w ogrodzie beze mnie ( tak jak np. dzisiaj), gdy ja mam jakąś pracę, coś do napisania lub opracowania. A w środy i czwartki pracuję w Warszawie więc wstaję i wyjeżdżam wcześniej, jeszcze przed obudzeniem się dzieci. W te dni mąż całkowicie przejmuje dyżur przy dzieciach, wracam późno, zdarza się nawet, że opuszczam w takie dni nasze tradycyjne „czytanko”, bez którego dzieci nie chcą iść spać. Są oczywiście wyjątki od takiego kalendarza- zwłaszcza wiosną i latem gdy prowadzę warsztaty. Synowie uwielbiają pomagać przy organizacji warsztatów, rozkładać krzesła, namiot pod którym latem gotujemy i pracujemy na warsztatach tematycznych: nad kreatywnością.., krytykiem itd. Ale tez mają swoje pasje: obserwowanie i zdjęcia przyrody, bardzo często oboje z mężem towarzyszymy im w tego typu zajęciach.

Sandra: Jakie są Twoje plany na przyszłość?

Dorota: Żyć. I jak mój starszy syn powiedział mi ostatnio: „czuć krople deszczu na twarzy”.

Submit a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *