Facebook

Ten jeden nawyk, czyli efekt motyla w praktyce

By on lis 12, 2015 in Inspiracje, Spontaniczne | 0 comments

Dużo się mówi na temat rozwoju osobistego, samodoskonalenia, motywacji – zwał jak zwał. Coraz więcej szkoleń motywacyjnych, książek, postaci związanych właśnie z tym tematem.  Można się pogubić, jeśli wierzymy we wszystko. Presja bycia najlepszym i podążania za wszelką cenę za szczęściem, nie prowadzi w dobrym kierunku. Pewnie, że cele warto mieć, ale zwykle nie trzeba od razu przewracać świata do góry nogami. Jeśli za dużo wymagamy od siebie, wypalamy się za szybko. I „hurra optymizm” zmienia się ekspresowo w rezygnację. Może lepiej zgodnie z minimalizmem i zdrowym rozsądkiem, robić małe, drobne kroczki? Świata i wszystkich swoich poglądów na jego temat, nie da się zmienić w ciągu tygodnia po przeczytaniu inspirującej książki, to praca pewnie na miesiące, a może nawet lata. Codziennie, coś małego, drobnego… Istnieje tzw. teoria chaosu , czyli inaczej efekt motyla. Mówi się, że trzepot motylich skrzydeł w Ohio, może spowodować burzę piaskową w Teksasie. Pewne wydarzenia, na pozór drobne i mało znaczące, pociągają za sobą kolejne ogromne zmiany, na zasadzie domina. Dlatego często wprowadzając jedną drobną zmianę do swojego życia, można zaobserwować, że coś zmienia się też w innych sferach. Postanowiłam spróbować i zrobiłam eksperyment, żeby sprawdzić efekty – chciałam znów poczuć się dzieckiem i pobawić się w naukowca, a co? Wprowadziłam jeden, drobny nawyk – codzienne zabieranie ze sobą do pracy sałatki. Na początku wystarczyło pamiętać o kupieniu sałaty, pomidorów i innych składników, na które miałam ochotę. Po czasie nowy nawyk wszedł w krew i nie musiałam już bardzo analizować co ze sobą wezmę. Nawet sprawiało mi to mnóstwo frajdy. Po czasie zauważyłam, że inne rzeczy też się zmieniają – „efekt sałatki” rozszedł się też na inne posiłki :-). Dlatego czasem wystarczy wprowadzenie jednego, drobnego nawyku i konsekwencja. Może to być codzienne planowanie, a może będzie to pisanie celów. Małym krokiem każdego dnia może być zrobienie i wypicie! jeszcze ciepłej kawy w spokoju i chwila dla siebie (mamy, wiedzą o czym mówię :)), dla innych będzie to codzienne pisanie jednej strony swojej książki. Być może dla Ciebie również inspiracją okaże się książka  „Siła nawyku” Ch. Duhhig oraz „Dziennik coachingowy. 365 pytań od twojego coacha” Kamili Rowińskiej i Kamili Kozioł. Pierwsza pozycja to książka do przeczytania i przeanalizowania, która otwiera oczy na wiele mechanizmów ludzkiego umysłu i świata, natomiast „Dziennik coachingowy” pozwala wprowadzać właśnie ten jeden nawyk każdego dnia, nawyk swojego rozwoju, podążania za celami i przede wszystkim konsekwencji, bo właśnie to okazuje się być najbardziej cenne.    ...

Tylko krowa nie zmienia poglądów

By on sty 28, 2015 in Inspiracje, Spontaniczne | 1 comment

Jestem matką,  nie wcinam trawy i nie wyleguje się na polanie kręcąc ogonem. Nie jestem krową więc zmieniam poglądy… czasem nawet z dnia na dzień. I dobrze mi z tym. Już to zaakceptowałam.   Moje zdanie na tematy związane z rodzicielstwem i wychowaniem dzieci zmieniły się diametralnie odkąd zostałam mamą. Każdy chyba wie, że zwykle najwięcej doradzają ci co nie mają dzieci. Chyba powinnam się wstydzić, bo  ja też się wymądrzałam. Sama przed sobą przyznaje, że czasem wkurzały mnie dzieci bawiące się tam gdzie „nie wolnooo”. Grzeczne dzieci były the best. Nie hałasowały i nie rozrabiały…. Niegrzeczność kojarzyła mi się z czymś złym, brakiem granic i brakiem odpowiedniej reakcji. Dziś trochę się zmieniło. Dziś akceptuję tą „niegrzeczność” mojego syna, uwielbiam jak demonstruje swoje prawdziwe oblicze :D, staram się (!) go wtedy słuchać i akceptować jego zdanie. Bo tak czuję, że tak jest ok.     Jak krzyczy to jeśli ma powód, lub próbuje coś mi przez to przekazać, to niech krzyczy, jak stara się wdrapywać na krzesło to mu kibicuje, jak rozwala jedzenie… dopiero uczy się życia. Uwielbia sprawdzać gdzie jest granica, patrzeć jak jedzenie spada, a woda chlapie na boki i rozpryskuje się, lądując nawet na ścianach, ale to przecież nie koniec świata. Mam nadzieję, że dzięki temu wyrośnie na pewnego siebie, niezależnego człowieka.       Temat tabu nr 2 – spanie z dzieckiem Spanie z dzieckiem to też trudny temat wśród mam lub nie-mam, bo wywołuje totalnie skrajne opinie, jedne nie śpią od 1 dnia, inne śpią całe lata.  Zdania od „tak, śpijcie  razem jak najdłużej, pielęgnujcie bliską relację między Wami”, do „absolutnie odpada!”. A ja uważam, że najlepsza jest równowaga i tak, żeby wyśrodkować potrzeby jednej i drugiej strony. Spanie z dzieckiem? Ok, ale oczywiście nie dla wszystkich, bo niektórzy nie potrafią się wyspać z wiercipiętą u boku, ja też czasem nie mogę, on też – więc śpimy trochę tak, trochę tak 😉 tacy zmienni jesteśmy! Ogólnie założenie jest takie, że łóżeczko ma swoje, ale jeśli nie chce akurat w nim być, a tym bardziej spać to jest z nami. Jeśli my chcemy być z nim bo mamy deficyt bliskości 😉 to też jest.     Harmonia w rodzicielstwie to chyba najlepsza recepta na wszelkie obawy. I mimo, że my matki mamy tyle wątpliwości, który system czy model wychowania jest najlepszy to i tak będzie dobrze, jeśli będziemy postępować zgodnie z własną intuicją, sercem, rozumem… Usłyszałam kiedyś ważne zdanie: „Każdy model wychowania jest dobry, jeśli nie jest podszyty lękiem, a miłością”. Na początku się wzburzyłam, ale później zrozumiałam tego istotę. I już tak się nie przejmuje gdzie na prawdę jest racja ;). Bądź sobą, miej swój własny”styl wychowania”, bez względu na to co myślą o tym inni…  ...

Docenić docenianie

By on lis 29, 2014 in Inspiracje, Spontaniczne | 0 comments

DOCENIANIE – siebie, dziecka, partnera, rodziny, znajomych, świata, przyrody, miejsca…  zgodnie z prawdą, bez kłamstw, otwarcie i od razu, bez oczekiwania na najlepszy moment i oczekiwania czegoś w  zamian.   21 powodów dlaczego ważne jest docenianie? 1. Zwiększa poziom zadowolenia z własnego życia, 2. Poprawia relacje z innymi ludźmi, 3. Kształtuje pozytywne wzorce, 4. Pozwala innym uwierzyć w siebie i swoje możliwości, 5. Powoduje uśmiech docenianego i doceniającego ;), 6. Zwiększa energię do działania, 7. Powoduje, że inni też nas doceniają – uboczny, niezamierzony skutek ;), 8. Zmienia pogląd na świat i ludzi, 9. Zmniejsza ilość hormonu stresu, uspokaja, odpręża, 10. Pozwala dostrzec plus w każdej sytuacji, 11. Przekłada się na każdy element życia – mniej „spinania”, stresu, lęków, 12. Buduje poczucie wewnętrznej siły, 13. Przyciąga pozytywnie nastawionych ludzi, 14. Pozwala zaakceptować siebie i innych takimi jakimi są, 15. Pośrednio wpływa na naszych bliskich, 16. Pozwala spojrzeć z dystansu, 17. Pozwala dostrzegać to, co na prawdę jest dla nas ważne, 18. Ignoruje błahostki, 19. Pozwala zapomnieć o tym co złe, bez rozpamiętywania, 20. Daje poczucie satysfakcji, 21. Wyzbywa nas nadmiernego krytycyzmu.   To tak jak efekt motyla – czasem wystarczy trzepot motylich skrzydeł, by stworzyć burzę piaskową – i tak też jest z docenianiem. Ćwiczenie Przez 14 dni minimum raz dziennie pochwal swojego partnera i siebie – codziennie zapisuj takie dwie rzeczy (jedna pochwała partnera, druga siebie).  Ja sprawdziłam i działa! Ostatniego dnia udało mi się nawet pochwalić osobę z którą relacje niestety mamy dość napięte. Jedna zasada! Pochwała ma być szczera i niewymuszona...

Wyzwanie – jak wyrzucić krytyka ze swojego domu?

By on lis 15, 2014 in Inspiracje, Spontaniczne | 0 comments

  Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o krytyka! Jest sobie taki ktoś, kto wbija szpilki w najczulsze miejsca, wie o Tobie wszystko, zna Twój najsłabszy punkt, dobrych stron nie zauważa, jest zanadto pamiętliwy, poważny i zgryźliwy. Jego głos to: – „Nie uda Ci się” – „Nie dasz rady! Poddaj się!” – „Po co się angażujesz jak i tak Ci nie wyjdzie?” – „Jesteś za słaba, za brzydka, za gruba, zbyt leniwa…” – „Znów dziś nic nie zrobiłaś” – „Co z Ciebie za matka, żona, kobieta!” – „Nie wygłupiaj się! Przecież nie umiesz tańczyć/ śpiewać”   Jego obecność hamuje, nie pozwala rozwinąć skrzydeł, blokuje wszystko co ma związek z Twoim rozwojem, pomysłami, kreatywnością. Nie pozwala być sobą, otworzyć się na innych – „Po co się rozwijać? Przecież tu jest dobrze!” Jeśli dochodzimy do miejsca i jakiegoś progu, którego nie da się przejść, to może być sprawka krytyka! Tak to właśnie o nim mowa – Twój krytyk wewnętrzny! Jak się z nim zmierzyć? Jest na to sposób! Mam dla Ciebie proste wyzwanie, które na prawdę pomaga i w codziennym życiu i w trudnych momentach tzw. „zastojów, braku weny, pomysłów, kreatywności i słabej produktywności”. Zadanie: Przez najbliższe 14 dni, codziennie wrzucaj karteczki do słoika. Karteczki kieruj do swojego krytyka wewnętrznego. Jedna z moich karteczek brzmiała: „Ty wredny krytyku, to nie prawda, że kolejny dzień nic kreatywnego nie zrobiłam! Świetnie bawiłam się z moim dzieckiem, chichrał się na całego i dobrze bawił – to przecież bardzo wiele!” Prawda, że proste? Zadanie pozwala uświadomić sobie co na prawdę nas hamuje oraz zauważać dobre strony każdej sytuacji. Wypisuj karteczki i wrzucaj! To działa 😉 Wypróbowane i sprawdzone na sobie. Trzymam...

Mama pełna pasji!

By on cze 5, 2014 in Inspiracje, Spontaniczne | 4 comments

Kobieta tuż przed porodem ma tzw. syndrom wicia gniazda. Przyszła mama przygotowuje miejsce na pojawienie się małej istotki.  Dawka adrenaliny, którą wytwarza jej organizm w związku ze stresem związanym z porodem, nową rolą która ją czeka i ogólnie myśleniem jak to będzie, powoduje, że ma tyle energii w sobie, mega poweru i mobilizacji, że sprzątnięcie całego mieszkania w jeden dzień to dla niej bułka z masłem. Chce by wszystko było gotowe… na czas… na już.     Do dziś pamiętam jak chciałam by wszystko było idealnie i czekało na pojawienie się malucha. Remont w maju, a i tak ciągle się wściekałam, że na pewno! nie zdążymy… Później nadszedł koniec maja, czerwiec, kilka dni po terminie nadal nic. Gadałam do brzucha: „Maluchu wiem, że Ci tam wygodnie, ale wychodź już, bo niedługo Twoja matka będzie jednym wielkim spuchniętym kłębem nerwów”. Skakałam więc jak oszalała na piłce – co ponoć miało przyspieszyć poród. I NIC. Chciałam by wszystko szło zgodnie z MOIM planem. Mały człowieczek już na tym etapie pokazał, że jest na tyle wolny, że sam decyduje kiedy wyjść na świat. Po urodzeniu też pokazuje nam czego chce i jakie są jego potrzeby.Później jak dorasta może lub nie – zachować w sobie naturalne poczucie wolności i niezależności. A ja chciałabym wychować niezależne dziecko, żeby miało w sobie mnóstwo odwagi do podboju świata… dżizys to trudne! Teraz jak on próbuje chodzić, zaciskam zęby, wstrzymuje oddech i z ulgą patrzę jak spada na 4 litery nie masakrując sobie buźki. Cienka jest granica między ostrożnością a nadopiekuńczością. Trzeba okiełznać emocje, by nie popłynąć zbyt mocno. A niezależność w dziecku pielęgnujemy już teraz, mimo, że ma kilka / kilkanaście miesięcy. I tak sobie myślę, że może lepiej poczucie nadmiernej opiekuńczości przelać w trochę inną stronę? Może zapewnić dziecku dobry przykład w postaci samej siebie? Zaopiekować się sobą, swoim życiem, pasjami, marzeniami. Co zrobię jak dorośniesz i pójdziesz w swoim kierunku? Nadal będę miała swoje pasje i swoje życie. Nie zostanę z niczym, żyjąc twoim życiem. W końcu JA to JA, a TY to TY. Mamy i żony, które poświęciły się dla domu i dzieci zapominając zupełnie o sobie – gdy się starzeją, analizują przeżyte chwile, stwierdzają, że coś im umknęło, że nie przeżyły tego życia tak jak na prawdę chciały, nie  zdążyły spełnić swoich marzeń, planów. Jedyny temat w towarzystwie to dzieci i ich sukcesy, bo o czym innym tu mówić? Dzieci chwalić trzeba, ale co z chwaleniem siebie? Mam problem z otrzymywaniem pochwał, a co dopiero chwalić samą siebie! To przecież nie wypada 😉 Mamo, nie rezygnuj z siebie dla dziecka. Pozostań sobą i nie zapominaj o swoich pasjach. Bo dziecko doskonale to wyczuje. To że poświęcisz całą siebie dla niego, nie sprawi wcale, że będzie szczęśliwsze, a wręcz przeciwnie. Spełniona mama to szczęśliwsze dziecko.  Ot tak, taka wieczorna refleksja… 😉 Miłej nocy! Sandra...

Pierwszy wakacyjny wyjazd malucha – co zabrać?

By on cze 2, 2014 in Inspiracje, Spontaniczne | 6 comments

Dziś słów kilka o organizacji wakacyjnego bagażu, gdy wybieramy się na pierwszy wyjazd z małym dzieckiem. Większość sugestii dotyczy podróży zarówno w kraju jak i poza nim, jednak są również takie, które dotyczą tylko zagranicznego, samolotowego wypadu. Mam nadzieję, że się Wam przydadzą przy planowaniu zbliżających się wakacyjnych wyjazdów.         Niezbędne rzeczy: – wózek (w przypadku dłuższego wyjazdu) –  jeśli jest składany w jedną część możesz go oddać dopiero przy wejściu do samolotu, a nie jak bagaż przy odprawie; – jeśli nie karmisz piersią – mleko modyfikowane – butelki (2-3); – praktyczny, dzielony pojemnik na mleko modyfikowane; – do samolotu możesz wziąć zimną wodę i prosić o podgrzanie, ewentualnie termos; – kilka herbatników lub inne smakołyki, które dziecko uwielbia – jak już ciężko będzie mu wysiedzieć, jest jakaś karta przetargowa ;); – chusta  do noszenia dziecka (może się przydać na lotnisku lub na wycieczkach); – bajki/ kołysanki na smartphonie (na nużącą podróż); – jeśli maluch używa smoczka – zapasowy smoczek; – pieluchy (u nas wychodziło ok. 5 szt. na dzień) i chusteczki nawilżane; – cienki kocyk; – krem z wysokim filtrem SPF 30/ 50; – preparat na komary, może być olejek waniliowy – naturalny i ponoć pomaga (nam się nie przydał – nie było komarów); – pieluchy do wody – nasz maluch wytrzymywał w wodzie nie dłużej niż 0,5 h 1 raz dziennie – więc jeden pampersy do wody na jeden dzień wystarczał; – jeśli lecicie w miejsce gdzie nie jesteś pewna żywności – weźcie słoiczki (chociaż po 1 obiadku na dzień, na inne posiłki dziecko może wcinać banany, ananasa, jabłko, warzywa, jajka, pieczywo – nie próbuj nowości); – leki (na gorączkę, katar, kaszel, biegunkę, czopki glicerynowe), termometr; – na 2 tygodnie przed wyjazdem podawaj maluchowi probiotyki – kontynuuj podawanie również w czasie wyjazdu; – w czasie wyjazdu podawaj tylko wodę butelkową, jeśli nie jesteś pewna jakości wody pitnej (szczególnie Egipt, Tunezja, Turcja itp.); – to raczej oczywiste, ale lepiej przypomnieć – standardowo używane przez Was rzeczy do pielęgnacji malucha (płyn do kąpieli, krem, patyczki do uszu, nożyczki, szczotka itp.); – jeśli w miejscu do którego jedziecie nie ma pod ręką na bieżąco wrzątku – weź czajnik elektryczny; – odpowiednią odzież + przynajmniej dwie czapki/ kapelusze, wygodne, przewiewne buciki, również coś na chłodniejsze wieczory; – ulubioną przytulankę ; – kółko do pływania z tzw. majtkami – dla malucha, który jeszcze nie chodzi, a już by chciał  to mega frajda; – dla siebie wygodny strój – tym razem nie będziesz leżeć plackiem na plaży (jeśli wcześniej Ci się zdarzało ;)), a biegać za małym pełnym energii człowieczkiem; – oczywiście aparat fotograficzny.   Rzeczy, które raczej się Wam nie przydadzą : – okularki przeciwsłoneczne dla dziecka – nie da rady by były na nosie dłużej niż 3 sekundy; – rękawki dmuchane do pływania; – klapki do wody (jeśli maluch jeszcze nie chodzi); – tysiąc zabawek – wystarczą 2-3 ;).   Jeśli o czymś zapomniałam dajcie znać! Szczęśliwych podróży! 😉 P.S. Przypominam o konkursie -> więcej info można przeczytać...