Facebook

Wyzwanie – jak wyrzucić krytyka ze swojego domu?

By on lis 15, 2014 in Inspiracje, Spontaniczne | 0 comments

  Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o krytyka! Jest sobie taki ktoś, kto wbija szpilki w najczulsze miejsca, wie o Tobie wszystko, zna Twój najsłabszy punkt, dobrych stron nie zauważa, jest zanadto pamiętliwy, poważny i zgryźliwy. Jego głos to: – „Nie uda Ci się” – „Nie dasz rady! Poddaj się!” – „Po co się angażujesz jak i tak Ci nie wyjdzie?” – „Jesteś za słaba, za brzydka, za gruba, zbyt leniwa…” – „Znów dziś nic nie zrobiłaś” – „Co z Ciebie za matka, żona, kobieta!” – „Nie wygłupiaj się! Przecież nie umiesz tańczyć/ śpiewać”   Jego obecność hamuje, nie pozwala rozwinąć skrzydeł, blokuje wszystko co ma związek z Twoim rozwojem, pomysłami, kreatywnością. Nie pozwala być sobą, otworzyć się na innych – „Po co się rozwijać? Przecież tu jest dobrze!” Jeśli dochodzimy do miejsca i jakiegoś progu, którego nie da się przejść, to może być sprawka krytyka! Tak to właśnie o nim mowa – Twój krytyk wewnętrzny! Jak się z nim zmierzyć? Jest na to sposób! Mam dla Ciebie proste wyzwanie, które na prawdę pomaga i w codziennym życiu i w trudnych momentach tzw. „zastojów, braku weny, pomysłów, kreatywności i słabej produktywności”. Zadanie: Przez najbliższe 14 dni, codziennie wrzucaj karteczki do słoika. Karteczki kieruj do swojego krytyka wewnętrznego. Jedna z moich karteczek brzmiała: „Ty wredny krytyku, to nie prawda, że kolejny dzień nic kreatywnego nie zrobiłam! Świetnie bawiłam się z moim dzieckiem, chichrał się na całego i dobrze bawił – to przecież bardzo wiele!” Prawda, że proste? Zadanie pozwala uświadomić sobie co na prawdę nas hamuje oraz zauważać dobre strony każdej sytuacji. Wypisuj karteczki i wrzucaj! To działa 😉 Wypróbowane i sprawdzone na sobie. Trzymam...

Jak przechowywać najwspanialsze wspomnienia?

By on wrz 26, 2014 in Inspiracje | 0 comments

Dziś patrząc na zdjęcia mojego małego brzdąca, z zaledwie roku wstecz, nie mogę uwierzyć jaki był malutki, jakie miał czarne loczki na głowie i jak cudnie już wtedy się uśmiechał.  Zdjęcia pozwalają zatrzymać chwilę, uwiecznić wspomnienie, wydarzenie, ten jeden, jedyny uśmiech… Na specjalne zdjęcia i najpiękniejsze wspomnienia warto mieć wyjątkowe miejsce. W erze zdjęć cyfrowych, zgrywanych naprędce na komputer, a później równie prędko, przez przypadek usuwanych, najlepszym sposobem by zatrzymać wspomnienia wydaje się drukowanie zdjęć i przechowywanie w albumie – wtedy większa szansa, że jednak się uchowają.  Ewentualnie pozostaje jeszcze wrzucanie od razu na „fejsa”, ale nie wszyscy z nas lubią się dzielić publicznie każdą chwilą 😉 Ja jednak pozostanę przy zdjęciach drukowanych.   Wyjątkowe chwile, muszą mieć też niebanalną oprawę i odkąd poznałam scrapbooking – zrozumiałam czym jest niepowtarzalność i kreatywność. Album więc można zrobić samemu, wystarczy tylko zaopatrzyć się w kilka artykułów, narzędzi i otworzyć głowę na nowe pomysły.       Dla chętnych – do wykonania własnego, najprostszego albumu potrzebne są: – baza do albumu – czyli pusty kartonowy skoroszyt z kartkami – są różne formaty i kształty – kolory do wyboru to biały i czarny – format np. 20×20 lub 20×25; – papier do scrapbookingu – czyli różne arkusze do wycinania i wklejania do albumu;     – klej – polecam Magic; – tasiemki, koronki, wstążki – do zdobienia stron; – tekturkowe napisy, ramki i obrazki – można kupić gotowe lub własne propozycje na indywidualne zamówienie; – przydają się też – nożyczki do zdobienia, ozdobne akcesoria typu wstążki, serduszka itp., dziurkacze ozdobne – mają różne kształty, które dodają uroku naszym pracom; – oczywiście niezbędne są – ekierka, ołówek i nożyczki zwykłe.   Wszystkie powyższe akcesoria można znaleźć w specjalistycznych sklepach typu: www.creativehobby.pl www.scrap.com.pl www.scrapiniec.pl Jednak nie tylko! Artykuły do tworzenia można również zakupić w Empiku czy innych sieciówkach np. w sklepach Tchibo można było jeszcze niedawno kupić fajne papiery i inne akcesoria.   Po co nam zwykłe, taśmowe albumy produkowane hurtowo, jak możemy mieć fajne, ręcznie robione? 😉 Do tego będą dokładnie takie jakie sobie wymarzymy, ogranicza nas tylko własna wyobraźnia… To wspaniała pamiątka na długie, długie lata…     Powyższe zdjęcia przedstawiają album który przygotowywałam dla p. Magdaleny z konkursu organizowanego przez sklep „Wszystko z imieniem”. Największą satysfakcję odczułam po otrzymaniu wiadomości: „Przepięknie dziękuje za fantastyczny spersonalizowany album wygrany w konkursie Wszystko z Imieniem. Jestem nim zachwycona!!! :)) Oczywiście zagościł na honorowym miejscu Dziękuje BARDZO!! :)) Na żywo wygląda jeszcze lepiej! :)) A detale – cudne! :)) Starszy synek jak zobaczył opakowanie to powiedział „mamusiu czy mam urodziny?” hehe Każdą kartkę dokładnie oglądał, mówił kto jest na zdjęciu, dotykał literek.. CUDNY album, wspaniała pamiątka! :))” Właśnie to jest piękne w tworzeniu albumów, że każdy jest inny, niepowtarzalny i wyjątkowy… tak jak ludzie, których nimi obdarowujemy…   Szczęśliwi obdarowani Filip i Szymon...

Joanna Jagiełło – matka-pisarka – „Nie ma nic lepszego niż to co jest”

By on sie 30, 2014 in Inspiracje, Wywiady | 0 comments

Joanna Jagiełło – autorka książek dla młodzieży: „Kawa z kardamonem” (2011) i „Czekolada z chili” (2013), książek dla dzieci: „Oko w oko z diplodokiem” (2013) i „Pamiętnik Czachy” (2014), oraz książki dla starszych odbiorców – „Hotel dla twoich rzeczy. Czyli o życiu, macierzyństwie i pisaniu” (wyd. Czarne, 2014) i dwóch tomików wierszy. Z zawodu anglistka, redaktorka podręczników szkolnych, z zamiłowania malarka i pieśniarka. Mama dwóch córek – 20-letniej Julki i 10-letniej Basi. Po przeczytaniu „Hotelu…” już wiedziałam, że muszę poprosić ją o wywiad. Nie odmówiła… 😉   Sandra: Pani Joanno, napisała Pani książkę pt. „Hotel dla Twoich rzeczy”, która jest między innymi o macierzyństwie. Bije z niej tyle miłości i wiary we własne dzieci. W jakim stopniu wg. Pani, wychowanie warunkuje przyszłe życie? Joanna: Myślę, że trzeba mówić o dwóch, a nawet trzech pojęciach: wychowaniu, rozumianym jako świadoma próba wpływania na własne dzieci,  wychowaniu polegającym głownie na bezwarunkowej miłości, którą można im dać i wierze we własne dzieci, o jakiej Pani mówi oraz wychowywaniu przez współistnienie czy też mówiąc wprost – dawanie przykładów czy modeli zachowania. Nigdy nie byłam dobra w takim wychowywaniu, jaki zalecają niektóre podręczniki – wiele osób mi to zarzucało. Wielokrotnie bywałam niekonsekwentna, nie potrafiłam umiejętnie stosować kar ani nagród, nadal ciężko mi przychodzi egzekwowanie pewnych reguł, natomiast na pewno udało mi się posiąść i przekazywać dalej dar bezwarunkowej miłości. To największe i najcenniejsze, co mogę im dać. Chciałam, żeby wiedziały, że mogą powiedzieć mi wszystko, że moja miłość nie jest niczym uwarunkowana. Chciałam, żeby same potrafiły tak kochać. A jeśli chodzi o model zachowania, to oczywiście, w wielu wypadkach zdawałam sobie sprawę, że to, jak postępuję, wpłynie na wybory, których same będą dokonywać. dlatego staram się żyć zgodnie z własnym sumieniem i postępować tak, jak sama uważam za słuszne. Jeśli chcemy od dzieci ambicji czy odwagi, sami bądźmy ambitni i odważni – to najskuteczniejszy sposób, żeby tak je wychować. Sandra: Czy zawsze wierzyła Pani w siebie i swoje możliwości? Joanna: Kiedyś byłam potwornie nieśmiała i nie bardzo wierzyłam w siebie. Borykałam się z tą nieśmiałością przez całą szkołę podstawową i średnią. Na pewno brakowało mi wiary we własne możliwości, nie widziałam w sobie chyba żadnych specjalnych talentów. Poza tym wszystkiego się bałam i byłam bardzo wrażliwa. Ta wiara przyszła później, dopiero wtedy, gdy zauważyłam, że wiele rzeczy w naturalny sposób mi się udaje. I że często wystarczy, gdy się czegoś pragnie, po prostu to zrobić. Chyba największe załamanie wiary w siebie przyszło, gdy napisałam pierwszą książkę i przez pół roku nie dostałam odpowiedzi od żadnego wydawnictwa. Chciałam ją nawet spalić. Uratowała mnie moja starsza córka, która powiedziała mi tak: mamo, całe życie uczysz mnie, że nie wolno się poddawać po pierwszym niepowodzeniu, całe życie uczysz mnie, że trzeba wierzyć w siebie, a sama jak się zachowujesz? To mnie otrzeźwiło. Ale też był to taki pozytywny kop wychowawczy. Sandra: Kim chciała Pani być będąc dzieckiem? I czy Pani córki też już mówią o tym, kim chciałyby być? Joanna: Myślę, że cała cudowność dziecięcości polega na tym, że możemy być, kim chcemy. Dopóki nic nie wybraliśmy, możemy być piosenkarkami, lekarkami, nauczycielkami… To cały kalejdoskop możliwości. Był czas, kiedy chciałam być lekarką, ale dość szybko też pisarką albo dziennikarką – wiem, bo mogę przeczytać w starych pamiętnikach. Zresztą do tej pory jeszcze wciąż myślę, że mogłabym całkowicie zmienić zawód i swoje życie, gdybym tylko chciała. A moje córki: no cóż, starsza jest bardzo utalentowana, śpiewa i występuje i najbardziej chciałaby śpiewać w musicalach, do czego naprawdę ma predyspozycje. To jej marzenie i stara się je spełnić. Młodsza ostatnio powiedziała, że chciałaby projektować domy. Skąd jej się to wzięło? Nie mam zielonego pojęcia. W każdym razie nigdy nie wyśmiewam tych planów, bo pragnienia i marzenia są podstawą wszystkiego. Niech sobie będą kim chcą, byle były szczęśliwe. Sandra: Na koniec, czy jest jakieś motto, zdanie, które prowadzi Panią przez życie?  Joanna: Owszem. To motto z mojej książki. ‚Nie ma nic lepszego, niż to, co jest” – z Hellingera. Można je rozumieć na różne sposoby. Albo: ciesz się tym, co masz, bo właśnie to zostało ci dane, ciesz się, nawet jeśli to nie jest najlepsze, co mogłabyś mieć. Albo – i chyba lepiej – to co mam, jest zawsze najlepsze, właśnie dlatego, że jest jedyne, moje, niepowtarzalne. I stąd bierze się głęboka radość, że dopóki żyję, mam to moje życie. Ta radość to dla mnie ideał filozoficzny.  Zdaje mi się, że zrozumienie tego zdania to klucz do szczęścia. Krótką recenzję „Hotelu…” możecie przeczytać ->...

Beata Leszczyńska – matka-dziennikarka – dwie misje i dwie role – jak je łączy?

By on sie 15, 2014 in Inspiracje, Wywiady | 0 comments

Beata Leszczyńska – spełniona mama 14 miesięcznej Laury, partnerka, doktorantka językoznawstwa, dziennikarka. W rozmowie o tym skąd czerpie tyle energii do działania i jak macierzyństwo zmieniło jej pojmowanie świata?   Źródło: Archiwum prywatne Beaty Leszczyńskiej Sandra: Zakończyłaś pracę w korporacji i zaczęłaś pracę na własny rachunek. Co było Twoim motorem napędowym do tej zmiany? Beata: Jak wszystkie większe zmiany w moim życiu, ta również była raczej wynikiem wielu niezależnych ode mnie spraw niż precyzyjnie osnutych planów. W trakcie urlopu macierzyńskiego wygasła umowa, którą zawarłam z pracodawcą. Tak zakończył się pewien etap w mojej karierze zawodowej. Miałam wówczas siedmioletnie doświadczenie, które zdobyłam pracując w redakcjach magazynów kolorowych i portali. Co mogłam więc robić, jako matka-dziennikarka? Najprościej byłoby pisać dalej… To umiem, lubię, nie chce w tym zakresie zmian. Tyle wiedziałam. Czułam też, że pora zrobić krok na przód i nie wracać do starych, zdeptanych kapci. Praca w korporacji na tym etapie życia nie wchodziła już w grę. Nie byłam gotowa na całodniową rozłąkę z dzidziusiem. A jednocześnie byłam już kimś innym – kimś, kto uwolnił się od myślenia w stylu: muszę, szybciej, szybciej…. Itd. Czułam, że chcę być mamą, która nie wychodzi w pośpiechu do pracy i wraca tuż przed wieczorną kąpielą maluszka. Postanowiłam przede wszystkim odwrócić proporcje. Jednak lubię rozwijać się zawodowo, realizować swoje wizje. Lubię tę część siebie, która zmierza się z kreatywną materią. Praca daje mi przestrzeń, pozwala na intelektualne odskocznie od spraw codziennych. Postanowiłam więc, że muszę tak zorganizować swoje życie, by łączyć w nim opiekę nad Laurą i działania zawodowe. Dwie misje, dwie role, które wyznaczają nie tylko rytm mojego dnia, ale zasadniczo wpływają na moje samopoczucie i postrzeganie samej siebie. Obie chciałam realizować z przyjemnością i płynnością. Dlatego obie zasługują na należne im czas, uwagę, skoncentrowanie. Nie twierdzę, że mamy, które posyłają półroczne niemowlaki do żłobka, nie koncentrują na nich swojej uwagi… Być może w ich odczuciu tak jest. W moim nie było, nie w tym momencie życia. Wciąż napawałam się matkowaniem, kolejnymi etapami rozwoju córeczki. Świadomość, że ona nigdy już nie będzie taka mała, sprawiła, że zrezygnowanie z doświadczania tej maleńkości we dwie, nie wchodziło w grę. Sandra: Jak godzić rolę matki małego dziecka z rolą spełnionej zawodowo kobiety? Jak dbać o siebie, swoje pasje, marzenia, kiedy ma się u boku małe dziecko, które wymaga bardzo dużo naszej uwagi? Czy patrzałaś kiedyś na macierzyństwo przez pryzmat utraty czegoś (szans, planów)? Beata: Każda czynność sprzed ciąży, dziś wygląda nieco inaczej. Wszystko robię szybciej, rezygnuję z detali – jak zakładanie biżuterii na co dzień. Nie dlatego, że nie mam czasu założyć bransoletkę czy kolczyki po prostu nie jest to już dla mnie tak istotne. Przestałam tak bardzo skupiać się na drobiazgach, co nie znaczy, że nie dbam o siebie. Stałam się bardziej praktyczna i minimalistyczna. Wcześniej dużo czasu poświęcałam na wyszukiwanie torebek, butów czy innych elementów garderoby. Kompletowałam stroje do pracy czy na wyjścia ze znajomymi. Teraz stawiam na prostotę – jak wyglądać dobrze mając dziesięć rzeczy, które można łączyć w różne kombinacje. Tym samym mam mniej prania, większy porządek w szafie, mniej wydaję. To jakoś samo przyszło wraz z oddaniem części szafy mojej córce. Cieszą mnie chyba teraz bardziej zakupy dla niej niż dla siebie. Nie czuję, że coś tracę, nie straciłam też nic z samej siebie. Przeciwnie, zyskałam. Większą świadomość, lepszą organizację czasu, nowe, silne elementy własnej osobowości. Z nastolatki, która kocha świecidełka, stałam się mamą, która kocha w sobie siłę. A wygląd zewnętrzny jest teraz dla mnie dodatkiem do mojej osobowości. Wydaje mi się, że właśnie ten rozwój wewnętrzny pozwolił mi na złapanie luzu i dystansu do tego, jak wyglądam. Nie muszę być „zrobiona” od stóp do głów. Na luzie, z lekkim makijażem też czuje się fajnie.   Sandra: Skąd czerpiesz energię do działania? Pewnie mało sypiasz? 😉 Beata: Sypiam mniej niż w ciąży czy przed ciążą. Jednak kiedy mam już braki w tym temacie, po prostu śpię do oporu, a mój partner zajmuje się wówczas dzieckiem. Kocham się dobrze wyspać, to jedna z lepszych przyjemności. Energię czerpię z pracy, działania. Wykonane zadania, kolejne napisane teksty, sprawiają, że chcę więcej. Poza tym w momentach wyczerpania mam kilka sprawdzonych sposobów. Na zmęczoną od natłoku myśli głowę, najlepsze są spacery nad morzem, czy w inne, nastrojowe miejsca. Czasem fajnie jest po prostu usiąść przy kawce i poobserwować ulicę, innych ludzi, którzy przecież mają swoje własne, intymne reakcje na codzienność. Patrzę na inne mamy, jak odnoszą się do swoich dzieci, jak i o czym do nich mówią. Obserwuję też dzieci… każde jest inne, ciekawe. Pozostałe energetyki, jakie stosuje są równie proste, jak: dobre jedzenie, film, książka, kąpiel, zabiegi pielęgnacyjne, przytulanie najbliższych, herbata z melisą, joga. W moim przypadku wyciszenie jest najlepszą odpowiedzią na zmęczenie. Raczej nie potrzebuję pobudzaczy, najlepszy (Laurę) mam zawsze przy sobie. Uwielbiam też spać z moją córką. Taka drzemka w ciągu dnia, razem z nią, to prawdziwy luksus, ale czasem pozwalam sobie na to.   Sandra: Jak organizujesz swój czas? Czy wszystko planujesz skrupulatnie czy działasz raczej spontanicznie? Beata: Zawsze lubiłam planować i zawsze byłam bardzo zorganizowana. Podobno takie osobowości gorzej sobie radzą z opieką nad małym dzieckiem, ponieważ trudno wtedy o działanie według planu. Zwykle jest przecież tak, że dostosowujemy się do rytmu dziecka, jego potrzeb związanych z odpoczynkiem, zabawą, jedzeniem, snem, nastrojami. Musiałam więc szybko sobie znaleźć nowy sposób organizacji. Obecnie nie planuje zadań zawodowych w wymiarze dni – jak to robiłam dawniej. Po prostu notuję wszystko, co powinnam wykonać i w wolnych chwilach realizuję kolejne punkty w kolejności, którą narzuca mi ilość czasu, pora dnia i forma. Mam rozkłady tygodniowe:...

Czerwcowe inspiracje

By on lip 11, 2014 in Inspiracje | 0 comments

Długo zbierałam się do podsumowania miesiąca i oto jest. Miesięczne inspiracje – to wpisy, w których opisywać będę rzeczy, książki, sytuacje, wydarzenia które zainspirowały mnie najbardziej w poprzednim miesiącu. Zaczynamy!   Książka:   Rubin Gretchen – Projekt szczęście Mimo, że jeszcze jej nie przeczytałam w całości, już teraz wiem, że jest to cudowna książka, pełna pomysłów, porad kobiety, matki, żony, która przeprowadza w swoim życiu przez cały rok rewolucyjne zmiany, które mają sprawić, że stanie się szczęśliwszą osobą. Czy tak będzie? Zachęcam Was do lektury! Przyda się każdej mamie!   Źródło zdjęcia: www.empik.com  Pomysły: W tym miesiącu odkryłam dwie metody, które mogą wnieść więcej spokój, organizacji i nowości w nasze życie. Będzie trochę tak „minutowo”, ale co tam :   1) Metoda 1 minuty: (dzięki książce „Projekt Szczęście”) – Jeśli zrobienie czegoś zajmuje ok. 1 minuty – staraj się to zrobić od razu. Ja dzięki temu trochę bardziej ogarnęłam swoje „niezorganizowanie” i „twórczy nieład”.   2) Metoda 10 minut : (dzięki recenzji książki Gamberale Chiara „Przez 10 minut”) – codziennie przez 10 minut rób coś czego jeszcze nigdy w życiu nie robiłaś! Książki jeszcze nie mam, ale jest to taki mój must have! 😉 Już nie mogę się doczekać… Przeczytam i wypróbuję na sobie na pewno.     Źródło zdjęcia: www.empik.com   Blog: W miesiącu czerwcu blog, który najbardziej przykuł moją uwagę i do którego zaglądałam niemal codziennie to blog Edyty Zając – www.edytazajac.pl     Edyta jest mamą (teraz już dwójki maluchów – niedawno urodziła – Gratulacje!) , psychologiem i trenerem kompetencji osobistych. Jej blog jest pełen wspaniałych pomysłów na to by bardziej zadbać o siebie, swoje relacje, a także organizację czasu, czego przykładem jest Organizer, który Edyta w czerwcu stworzyła. Link -> Tutaj Wszystko o czym przeczytacie u Edyty jest wypróbowane na sobie, przetestowane i przemyślane. Autorka pisze o swoim życiu, swoich przemyśleniach i raczej nie owija w bawełnę. Polecam Wam serdecznie to miejsce do częstych odwiedzin!   Wydarzenia: Wspominałam już o tym w poprzednim wpisie o pomysłach na spędzanie czasu z dzieckiem, ale wspomnę i tutaj. Chodzi oczywiście o cykliczne organizowane w Katowicach…   Przystanki Śniadanie   Super ludzie, atmosfera, pyszne jedzenie,  aromatyczna kawa, leżenie na trawie i łapanie promieni słońca – nic więcej mi do szczęścia nie potrzeba 😉 Dlatego Przystanek Śniadanie wpisuje się w moje upodobania w pełni… Zapraszam Was w niedzielę od 9 do 14 niedaleko Spodka, tym razem też będę… A więcej info o Przystanku znajdziecie TUTAJ    bloSilesia   W czerwcu odbyło się także spotkanie śląskich blogerów, o którym nie mogłabym nie wspomnieć. Uwielbiam spotkania z inspirującymi ludźmi. Dzięki takim wydarzeniom można poznać na prawdę ciekawych ludzi, poznać ich historie, system pracy, naładować akumulatory. Niebawem bloSilesia organizuje wypad integracyjny – więcej info na FB – o TU  I to tyle w temacie czerwca. Pozdrawiam...

Lato w mieście – czyli kreatywne pomysły na czas z dzieckiem

By on lip 6, 2014 in Inspiracje, Wydarzenia | 3 comments

Nie trzeba wyjeżdżać by dobrze się bawić! Lato trwa i czas leci nieubłaganie – jak sprawić by urlop, weekend czy popołudnie z dzieckiem były spędzone kreatywnie i miło. Poniżej  moje propozycje – dwie już zrealizowana przez nas, a jedna jeszcze przed nami 😉   I. Malowanie rączkami:   1. Zakupy: farbki np. Jovi (w zastawie 5 kolorów) – ok. 12,50 zł brystol – ok. 4,50 zł Akcesoria do zabawy można kupić w sklepie plastycznym. Od 14.07  farbki będą także w Lidlu – cena 12,99zł 😉   2. Przygotowanie: I tu należy odpowiednio przygotować grunt – pozwijać dywany, pozbierać z zasięgu wzroku i łapek inne rzeczy, których szkoda by było pobrudzić, ściągnąć ciuszki z małego artysty, siebie też ubrać w coś „roboczego”. Rozłożyć papier na podłodze i malujemy… Albo druga opcja – piknikowe malowanie, czyli bierzemy kocyk i idziemy do parku! Jeszcze przyjemniej będzie się malowało wśród traw i drzew! :)))   3. Sprzątanie: Farba łatwo schodzi, spokojnie można ją zmyć z ciała, podłogi, ciuchów…   Oto efekt działań mojego małego artysty 😉     II. Malowanie twarzy:   1. Zakupy: farby do ciała i twarzy np. Bruynzeel (6 kolorów) – ok. 34 zł albo… kredki do malowania twarzy np. Koh-I-Noor (6kolorów) – ok. 26 zł Farbki i kredki są bezpieczne dla skóry, szybko się zmywają. 2. Przygotowanie: inwencja własna + dobry humor = mnóstwo frajdy Jeśli potrzebujecie inspiracji zachęcam do wejścia na stronę MalocaKids – w zakładce malowanie buziek filmy instruktażowe.   3.  Sprzątanie: Zmywamy z twarzy i po kłopocie 😉   III. Śniadanie w parku Piękna pogoda zachęca do jak najczęstszego wychodzenia z domu. A przecież posiłki też możemy jeść na świeżym powietrzu! Źródło: www.czasnawnetrze.pl    1. Zakupy: kosz piknikowy – ceny bardzo się różnią od kilkudziesięciu (bez wypełnienia) do nawet kilkuset złotych koc piknikowy – tu również ceny są różne (swego czasu były promocyjnie w Lidlu i Biedronce – może powrócą) jedzenie – czego dusza i ciało pragnie 😉 Oczywiście bez kosza i specjalnego koca spokojnie możemy się obejść!    2. Przygotowanie: Spakować wszystko, przygotować jedzenie i wyruszyć w zieleń! Do jedzenia polecam tarty, babeczki lub kotleciki np. jaglane.   Przepis na kotleciki jaglane: 2 szklanki ugotowanej wcześniej kaszy jaglanej 1 jajko 1/4 cebuli ząbek czosnku szczypiorek, pietruszka, bazylia lub coś innego „zielonego” odrobinę mąki kukurydzianej łyżka otrąb szczypta pieprzu, soli można dodać też inne składniki – marchewkę startą na tarce, groszek, kalafior – co kto lubi.   Cebulkę podsmażamy z czosnkiem na oleju. Pozostałe składniki mieszamy w misce, dodajemy podsmażoną cebulkę, formujemy małe placuszki i podsmażamy na oleju aż uzyskają rumiany kolor. Idealnie pasuje do tego sos jogurtowo-czosnkowy.   3.  Sprzątać nie trzeba 😉   Przystanek Śniadanie Jeśli jesteście ze Śląska, możecie skorzystać z fajnej okazji – co niedzielę w godz. 9-14, w Katowicach jest organizowany Przystanek Śniadanie . Zdrowa żywność, świeże pieczywo i aromatyczna kawa na świeżym powietrzu. Dodatkowo dla dzieci są organizowane ciekawe zajęcia. Dla dorosłych również – m.in. joga na trawie czy warsztaty ceramiczne. Wspaniała atmosfera, pyszna kawa i babeczki. Polecamy 😉        ...