Facebook

Pomysł na biznes – fryzjer dla dzieci

By on maj 16, 2014 in Inspiracje, Spontaniczne | 4 comments

Fryzjer dla dzieci – to dopiero pomysł na fajny biznes. Krzesełko na którym siedzi maluch – w kształcie autka, przed nim lustro, mały telewizorek z bajkami, wszystko kolorowe, ładne, przyjazne. Obok kącik zabaw – zabawki, klocki, domki do wchodzenia, kulki. Fryzjerka wita malucha z uśmiechem. Szybkimi ruchami robi rach-ciach i fryzura na małej główce gotowa 😉 Po obcięciu dzielny zuch otrzymuje paczuszkę herbatników i dyplom fryzjerskiego wtajemniczenia  z kosmykiem włosów. W sumie jakieś 10 do 30 minut = 29 zł. Nie majątek, a wszyscy zadowoleni. Obeszło się bezboleśnie i jest super pamiątka! I o to właśnie chodzi.         To co najbardziej cenię, zresztą nie ja jedna – to obsługa. A jak jeszcze dojdzie do tego tzw. efekt WOW, czyli usługodawca postara się mnie jeszcze czymś pozytywnie zaskoczyć, to już w ogóle super! Małe herbatniczki i dyplomik – niby nic – a jednak znaczą. Ktoś o kimś pomyślał, postarał się, dał coś ponad…I pomysł na biznes się sprawdza, bo fryzjer na zapisy, kilka dni czekać trzeba, dzieciaków pewnie od groma.         Oto efekt naszej pierwszej wyprawy 😉                         Wizyta i zdjęcia zrobione w: Lucky Look...

Aleksandra Goc – matka-trenerka – dlaczego czasem warto zwolnić i być pełnoetatową mamą?

By on maj 12, 2014 in Inspiracje, Wywiady | 0 comments

Aleksandra Goc – mama dwójki maluchów, Trener Umiejętności Psychospołecznych, właścicielka firmy szkoleniowej MIA, z wykształcenia ekonomistka. Jej pasją jest ciągły rozwój – ukończyła studia podyplomowe z psychologii,zarządzania zasobami ludzkimi, szkoliła się także jako trener i coach. O tym  dlaczego na początku macierzyńskiej drogi warto zwolnić i być pełnoetatową mamą?     Sandra: Aleksandro, jesteś mamą dwójki maluszków, żoną, prowadzisz agencję MIA. Czy obecnie działasz biznesowo? Aleksandra: Zgadza się, jestem mamą dwóch dziewczynek. Różnica wiekowa między nimi jest niełatwa  – wynosi 19 miesięcy. Gdy urodziła się Lenka, i później gdy mijały kolejne miesiące, wiedziałam już, że rodzeństwo z małą różnicą wieku będzie najlepsze dla dzieci i dla mnie. Prowadzę własną działalność, jestem trenerem, zatem wykonuję zawód, który nie warto tak rozpoczynać i porzucać. Pomyślałam sobie wtedy, że najlepszym rozwiązaniem dla mnie jako matki, która chce i potrzebuje być z dziećmi w domu do pewnego momentu, będzie jedna większa przerwa w wykonywaniu mojego zawodu. Nie była to decyzja prosta, ale kiedy pomyślałam sobie, że z moją ukochaną córeczką, która miała wtedy zaledwie kilka miesięcy miałaby przebywać jakaś zupełnie obca osoba, nie miałam już wątpliwości, że podjęłam słuszną  decyzję. Sandra: Co zmieniło się u Ciebie po urodzeniu dzieci? Aleksandra: Zmieniło się wszystko. Przewartościowało się całe moje życie. Wcześniej zależało mi aby moja praca wiązała się z wyjazdami, odległość nie miała dla mnie większego znaczenia. Uwielbiałam wyjeżdżać na delegacje. Będąc w drugiej ciąży trafiłam do szpitala na 7 dni, płakałam jak bóbr za moją starszą córką. Na tym etapie wyjazdy byłyby dla mnie wielką trudnością, ale na pewno przyjdzie taki moment, że wyjadę ze spokojem. Sandra: Jak dbasz o siebie w natłoku codziennych macierzyńskich obowiązków? Czy jest czas na to by zrobić coś dla siebie? Aleksandra: Wyznaję zasadę, że chcieć to móc. Jestem jednak tylko człowiekiem, i czasami sobie odpuszczam. Nauczyłam się tego, kiedy zostałam mamą. Nie zawsze wszystko należy robić zgodnie z planem, a wręcz często się po prostu nie da 😉 Kiedy są dzieci, łatwiej jest być elastycznym rodzicem. Cieszy mnie jednak to, że znowu biegam, uprawiam jogę, zamierzam wrócić na siłownie. Raz w miesiącu odwiedzam moją masażystkę, która w jedną godzinę potrafi stworzyć ze mnie nowego lepszego człowieka. Teraz zdecydowanie bardziej doceniam relaks i te chwile, które są tylko dla mnie. Sandra: Czy bycie matką to dla Ciebie ograniczenia czy nowe szanse? Aleksandra: W ogóle nie postrzegam swojego stanu obecnego jako jakiekolwiek ograniczenie. Zostałam mamą świadomie i godziłam się na to, że pewne rzeczy się zmienią. Niewiele mnie zaskoczyło. A jeśli już to raczej pozytywnie 😉 Zdecydowałam się być pełno etatową mamą, ponieważ chcę mieć największy wpływ na to jakimi kobietami będą w przyszłości moje córki. Dlatego obecnie jeszcze nie wróciłam do pracy. Tęsknie często za swoim zawodowym życiem, ale nie jest to tęsknota która powoduje negatywne odczucia, wręcz przeciwnie – cieszę się tym co jest TU i TERAZ, i na samą myśl o powrocie na salę szkoleniową czuję motylki w brzuchy 😉 Wrócę stęskniona, z dobrą energią i co najważniejsze ze sporą dawką świeżego spojrzenia na ludzi, na życie, na siebie. Fot. archiwum prywatne A....

Gdzie ci mężczyźni??? …

By on maj 10, 2014 in Inspiracje, Spontaniczne | 0 comments

Sobotni poranek – 8.30 – osiedlowy sklepik – mała kolejka – 5 osób z czego 5 kobiet (?). Młode kobiety, żony, mamy pędzą do sklepu po świeże bułeczki dla swoich mężczyzn… a ja się pytam „gdzie ci faceci?” … może leżą z brzuchami do góry w swoich łóżkach, chrapiąc wniebogłosy. Wizja ta, tak mnie ruszyła, że aż mną zatrzęsło. No tak bo sobota, bo  rano, bo po całym ciężkim tygodniu pracy. Do tego większość nauczona przez swoje mamusie, że to kobieta rano po bułeczki leci, później serwuje „Panu” wykwintne śniadanie. Przypomina mi się pewien demotywator ze słynnej już wkurzającej strony… kobiety idą z ciężkimi siatami, ręce im się łamią pod ciężarem zakupów i do tego dopisek: „Polki – najbardziej niedocenione siatkary”. Nie jestem zagorzałą feministką, lubię jak facet przykręci śrubkę, wbije gwoździa, pogrzebie w aucie, usmaruje się tym smarem po łokcie, to takie męskie, fajne. Od razu przed oczami staje mi słynny polski hydraulik z kluczem w dłoni. Esencja męskości. Tylko czy esencją kobiecości są te wypełnione po brzegi siaty, mop w ręce i gumowe rękawiczki? Czy ten 200% obraz męskości, nie mógłby czasem łaskawie wstać wcześniej ze swojego królewskiego łoża, pójść jak człowiek po te bułki i zaserwować swojej kobiecie wykwintne śniadanie? Albo nawet nie wykwintne, wystarczy zwykłe, pospolite, nawet kanapką z szynką nie pogardzę! Panowie, do roboty! Liczą się czyny, a nie jakieś tam fiołki i róże… I może ten post spełniłby swoje zadanie, gdyby zaglądał tu jakiś facet, ale oni od takich trzymają się z dala. Oczywiście istnieją wyjątki od reguły, nie każdy facet jest taki i bla bla bla… na całe szczęście! Coraz więcej mężczyzn działa jak trzeba. I honor uratowało dziś to, że chociaż sprzedawca był facetem… Jednak statystyka dzisiejszego poranka mówi sama za siebie – 1 facet na 6 osób zwlekł się dziś z łóżka. A mój dalej śpi – i co z nim zrobić?…   Fot. Polska Izba Turystyki we...

Nie zapominaj o swoim marzeniu!

By on maj 6, 2014 in Inspiracje | 0 comments

Marzymy… bujamy w obłokach, czasem śnimy – o lepszym życiu, podróżach, rozwoju, rzeczach materialnych, związkach, spełnieniu… I co z tych marzeń wynika? Jeśli pozostają tylko w sferze marzeń.. NIC. Dobre marzenie to takie z opatrzoną datą wykonania, „obrobione” według metody SMART – proste, mierzalne, osiągalne, istotne, określone w czasie. To już większość czytelników na pewno zna. Jednak co nam po tym, nawet jeśli dokładnie określimy swój cel, jeśli w natłoku codziennych obowiązków o nim zapominamy? Ja byłam tego mistrzynią! A będąc mamą to już w ogóle… czasem nawet nie pamiętam jak się nazywam 😉 Są na to różne sposoby (oczywiście mowa dalej o marzeniu) – można porozwieszać po całym mieszkaniu karteczki z przypomnieniem, ale co wtedy gdy z tego mieszkania wychodzimy? Albo jesteśmy cały dzień w pracy, u znajomych, w parku? Można też mieć swoje marzenie zawsze przy sobie przywieszone na ręce np.  w postaci bransoletki ChouChou.  ChouChou powstaje z francuskich wstążek i jest robione ręcznie. Na wewnętrznej stronie projektantka ChouChou Kamila Kubiak, własnoręcznie wpisuje marzenie przyszłej właścicielki. Moim na prawdę subiektywnym zdaniem (a to nie reklama!) to świetna sprawa. ChouChou przypomina mi codziennie o moim celu, wygląda elegancko i pięknie. Moje marzenie nie pozwala o sobie zapomnieć ani na chwilę! Patrzę na rękę i przypominam sobie o co walczę! I nie rezygnuję, idę dalej! ChouChou nie ściągam bo wiąże się je na supeł, więc nie ma wymówek! Excuses or Results – Your Choice. Walcz o swoje marzenie, walcz o siebie!...

Recenzja książki „Rodzicielstwo bliskości”

By on maj 3, 2014 in Recenzje książek | 4 comments

Książka „Rodzicielstwo bliskości czyli jak zbudować więź z dzieckiem” autorstwa Natalii i Krzysztofa Minge, wpadła w moje ręce dość przypadkiem. Byłam raczej negatywnie nastawiona – głównie z czym kojarzyło mi się rodzicielstwo bliskości to zmuszanie do spania z dzieckiem (bo tylko tak jest dobrze)… kiedyś też przypadkiem widziałam wypowiedź twórców teorii rodzicielstwa bliskości (mowa oczywiście o państwie Sears) w DDTVN ( -> link do filmu) i negatywnie odebrałam ich wypowiedzi. Denerwują mnie jedynie słuszne teorie… Według Państwa Sears wyróżnia się 7 filarów rodzicielstwa bliskości: 1. Przygotuj się emocjonalnie do ciąży i porodu. Nawiąż więź uczuciową z dzieckiem podczas narodzin. (z tym punktem oczywiście się zgadzam) 2. Karm dziecko z miłością i szacunkiem. (to bardzo ważne, jednak nie zgadzam się ze stygmatyzowaniem kobiet, które nie karmią piersią – powinien to być świadomy wybór samej kobiety i nikogo innego). 3. Zapewnij dziecku swój dotyk. (bezcenne) 4. Zapewnij mu bezpieczny sen – pod względem fizycznym i emocjonalnym. (owszem, ale nie zmuszaj się do spania z dzieckiem jeśli nie chcesz, lub boisz się, że nie będzie bezpieczne w Waszym łóżku) 5. Reaguj na sygnały dziecka z wrażliwością. (zgadzam się) 6. Praktykuj pozytywną dyscyplinę. (brzmi co najmniej dziwnie – pozytywna i dyscyplina jakoś nie idą w parze – chodzi po prostu o szacunek do dziecka – nie nagradzanie i nie karanie). 7. Zachowaj zasadę równowagi w życiu osobistym i rodzinnym. (o tak!) Źródło zasad : http://zwierciadlo.pl/2013/psychologia/zdrowie-i-pielegnacja/rodzicielstwo-bliskosci-rob-jak-czujesz Mimo dystansu z jakim podchodziłam do wszelkich teorii wychowania – w tym i rodzicielstwa bliskości, książka zaskoczyła mnie  pozytywnie. Bardzo podobały mi się przytoczone w książce dowody i badania naukowe, fakty, ciekawostki. Żałuję, że nie przeczytałam tej książki wcześniej, bo z pewnością może zainspirować już ciężarne mamy. Autorzy omawiają najważniejsze kwestie – jak przygotować się do porodu, macierzyństwa, pierwszych dni z maleństwem, co przygotować dla noworodka, a bez czego można spokojnie się obejść,  jak radzić sobie z poporodową depresją, czy spać z dzieckiem czy nie, kilka słów o karmieniu, diecie, metodzie BLW – czyli Baby Lead Weaning, co nieco o płaczu dziecka, noszeniu na rękach, potrzebach mamy, budowaniu więzi z dzieckiem oraz jak przetrwać chwilową rozłąkę, metoda wychowania bez nagród i kar i wiele innych. Książka z pewnością jest pomocna dla świeżo upieczonych rodziców. Z pewnymi rzeczami oczywiście nie musimy się zgadzać, możemy się nawet oburzyć, jednak autorzy dają nam wolną rękę. To my rodzice wiemy co jest najlepsze dla naszych dzieci i nas samych. Nie możemy nic robić wbrew sobie i dziecku, ale lektura tej książki na pewno nam nie zaszkodzi. Mnie „Rodzicielstwo bliskości” uspokoiło, pewnych rzeczy już bym nie zrobiła „bo tak należy”, „tak jest najlepiej”… Wiem, że jeśli czuję, że to co robię jest ok, to tak właśnie jest. Jeśli np. chce nosić swoje dziecko w chuście  i tulić je przed snem, to z pewnością jest to dla niego dobre i mu nie zaszkodzi. Jeśli chcę by moje dziecko spało w swoim łóżeczku, to też jest ok. Ważne by rodzice i dziecko – oboje czuli się dobrze. Na koniec przytoczę cytat z książki, który świetnie oddaje filozofię rodzicielstwa bliskości: „Wiele osób postrzega ten nurt wychowawczy jako coś, co skaże ich na wieczną służbę dzieciom, które z powodu nadopiekuńczości rodziców nigdy się od nich nie uwolnią. Pragniemy pokazać i udowodnić, żer rodzicielstwo bliskości to nie tylko noszenie w chuście, karmienie piersią i wspólne spanie, lecz także (a może przede wszystkim) sposób wychowania, który opiera się na wzajemnym szacunku i respektowaniu potrzeb, każdej ze stron.”...